Nawigacja

Wykład z Gliczarowa, marzec 2010

Nasze marcowe spotkanie jest spotkaniem bardzo ważnym, o bardzo ważnych rzeczach, o które pytali także uczniowie Jezusa, zadając pytanie Jezusowi w taki sposób: "Powiedz nam, gdzie Ty jesteś, bo tego miejsca musimy szukać". I my też tego miejsca musimy szukać, o które pytali uczniowie. Jezus odpowiada: "Istnieje światłość w człowieku światłości. On oświetla świat cały". Musimy poszukiwać tego samego miejsca, którego poszukiwali uczniowie, ponieważ to miejsce jest miejscem przebywania człowieka światłości, światłości w człowieku światłości, aby człowiek mógł żyć. Cały werset przytoczę: "Istnieje światłość w człowieku światłości. On oświetla świat cały. Gdy nie oświetla, jest ciemność". Dlatego żebyśmy nie byli w ciemności, musimy poszukiwać tego miejsca, aby człowiek światłości miał światłość, aby światłość w nim była i aby człowiek światłości oświetlał świat cały.
Dlatego tutaj będziemy poruszać sprawy, a jednocześnie nie tyle co poruszać, ale odnajdywać także sercem. Bo umysłem, jak Państwo wiecie, nie można tego odnaleźć, dlatego że umysłem zajmowali się faryzeusze, którzy byli uczonymi w piśmie, zajmowali się nauką. Dzisiaj tak spoglądając, możemy nawet zerknąć na tą sytuację, że teologia ma podobne aspekty słów. "Teologia" -- nauka o Bogu, tam było: "uczący się o Bogu". Teologia, czyli uczeni w Piśmie. Ale głównym aspektem jest to, że od teologii trzeba przejść do życia w Bogu, a nie tylko wiedzy o Bogu, bo wiedza o Bogu -- jest za mało. Wiedza o Bogu, jest to zbiór informacji, który znajduje się w umyśle, a życie w Bogu -- tylko przez wiarę w człowieku się przejawia -- jest życiem w nim, a prawdą jest Bóg w człowieku, a nie zawartość wiedzy o Bogu w umyśle. To są dwie różne rzeczy. Dlatego musimy wyzbyć się całkowicie wszelkiej wiedzy o Bogu, która jest tylko umysłowa, ponieważ ona nie pozwala pojawić się wiedzy bożej w sercu naszym, które jest oddane. Staje się oddane i staje się być tak jak u dziecka: spokojne, radosne. Ale ten spokój i radość u dziecka wynika z tego, że ufa rodzicowi. Ale tak naturalnie gdy spojrzymy na dziecko, ono jest słabe, niezaradne, bezsilne, bezradne, bezbronne, ale widzimy, że ono jest ufne i ma całkowitą prostotę. Dorosły człowiek boryka się z problemami, z których dzieci sobie nic nie robią, a właściwie znalazły sposób. Właściwie nie sposób, ale naturalny stan miłości do rodzica i ogromnego oddania i ufności likwiduje u nich słabość, bezsilność, niezaradność, bezradność i bezbronność. U dorosłych osób jest tak, że dorosłe osoby porzucają ufność ku Bogu, właściwie nie mają tej ufności ku Bogu -- porzucają swoich rodziców, bo taki jest nakaz. Ale swoich rodziców można porzucić tylko z powodu bożego. O tym mówi Stary Testament, czyli protoewangelia, gdzie jest napisane: "Kobieta i mężczyzna pozostawią ojca i matkę, zjednoczą się ze sobą i będą jednym ciałem". Ale ta sytuacja dzieje się tylko w Bogu, bo Bóg może tylko jednoczyć w prawdzie bożej człowieka. Sam człowiek, przez niewiadomo jaką wiedzę o Bogu, nie będzie żył w Bogu. Dlatego teologia to za mało. To musi być prawda, która nie pochodzi z rozumu człowieka. Rozum człowieka mówi: "Musimy tego poszukiwać". Dlatego uczniowie mówią, mając już podstawy teologiczne -- przecież są jednak wychowani przez wiele tysięcy lat na kanwie uczonych w Piśmie -- nagle zaczynają się budzić: "Musimy tego miejsca poszukiwać, bo wiemy, że ono istnieje, ale na tym pozostaliśmy i wypełnialiśmy wiele zadań, które nam nakazywano, ale Ty nagle przyszedłeś i pokazujesz nam, że jest miejsce, nie tylko nauka". I dlatego mówią: "Powiedz nam, gdzie Ty jesteś, bo tego miejsca musimy poszukiwać". Zadają to pytanie po wielu tysiącach lat. A przedtem nie zadawali pytania, ponieważ byli ładowani pewnymi nakazami i zakazami. Dlatego Jezus mówi w Ewangelii do faryzeuszy takie słowa: "Schodzicie świat w poszukiwaniu swoich wyznawców. Gdy ich znajdziecie, czynicie ich dwakroć bardziej wartymi piekła niż sami jesteście, albo może nawet dziesięciokroć bardziej wartych piekła niż sami jesteście. Sami nie idziecie, innym nie pozwalacie".

I tutaj dochodzimy do bardzo istotnego aspektu: do wesela w Kanie Galilejskiej. O tym dużo już rozmawialiśmy, ale zdecydowanie za mało, dlatego że, proszę zauważyć, jak ta Ewangelia brzmi. Jezus z uczniami przyszedł na to wesele i gościom zabrakło wina. Święta Maria Matka Boża mówi: "Wina im zabrakło", a Jezus Chrystus mówi: "Kobieto, czy to moja sprawa, że im wina zabrakło?". I wtedy święta Maria Matka Boża mówi do sług: "Róbcie to, co on każe", a Jezus Chrystus mówi takie słowa do tych sług: "Napełnijcie sześć stągwi, które służą do oczyszczeń żydowskich, wodą". To jest niezmiernie istotna sprawa, że jest ich sześć i że są to stągwie do oczyszczeń żydowskich, ponieważ to odzwierciedla, w jaki sposób i czym kierowali się faryzeusze. Kierowali się swoją taktyką, swoją wiedzą, swoją teologią, swoją nauką w piśmie o Bogu. Te sześć stągwi, służące do żydowskich oczyszczeń, odzwierciedla ich prawa, to są ich prawa. Dlaczego jest ich sześć? Ponieważ brak jest tam Boga. Jest ich tylko sześć. Bóg jest tą częścią, która to wszystko dopełnia, czyli tą siódmą częścią, dlatego jest powiedziane o "siedmiu niebach", "siedmiokroć", "siódme niebo", o "siedmiu stanach ducha" itd. Jezus każe napełnić te sześć stągwi, które służą do żydowskich oczyszczeń, i jest napisane w taki sposób: "I słudzy napełnili sześć stągwi po same brzegi". Napełnienie tych stągwi, jest to napełnienie ludzi żywą wodą, napełnienie mocą Ducha. Stągwie możemy określić jako samych ludzi, a jednocześnie ich wnętrza. Dopiero gdy napełniają się Duchem Świętym, może nastąpić poznanie. I gdy zostały one napełnione, Jezus Chrystus mówi do sługi: "Nabierz wody i zanieś staroście weselnemu". I sługa niesie staroście weselnemu wodę. Starosta weselny mówi: "Najczęściej jest tak, że stawia się na początku stare, dobre wino, a gdy się upiją, stawia się liche wino". Odzwierciedla to w taki sposób: "Najpierw mówi się rzeczy wielkie, ale kiedy się już ich pociągnie, mówi się byle co, bo i tak pójdą". "Ale on zachował dobre wino do samego końca", czyli nie jest to wiedza zwodnicza, ale wiedza prawdziwa, pochodząca z mocy i z serca, z czystości, z Boga, z Ducha Świętego, od Ojca, która pozostaje w dalszym ciągu pełną mocą życia, które nazywa się starym winem.

To, o czym rozmawiamy w tej chwili, można tutaj odnaleźć nie tylko ten werset o weselu w Kanie Galilejskiej jako werset tylko o tym napełnieniu sześciu stągwi do oczyszczeń żydowskich wodą, czyli oczyszczenia człowieka, ale podobny werset, też o winie i odnoszący się do tego samego aspektu, istnieje co do spraw postu. Szli uczniowie z Jezusem przez zboże, a był to czas Szabatu, i uczniowie zrywali kłosy i wyjadali ziarno. I zobaczyli to faryzeusze, i mówią do Jezusa: "Dlaczego twoi uczniowie nie zachowują postu, jedzą brudnymi rękoma i w ogóle jedzą?". Jezus Chrystus odpowiada w ten sposób: "Jedzą, bo jest między nimi Oblubieniec. Będą pościć, kiedy Oblubieniec odejdzie". W weselu w Kanie Galilejskiej Jezus też jest tutaj określony dla wszystkich ludzi jako Oblubieniec, ponieważ ciekawą sytuacją jest to, że Jezus Chrystus jest na weselu w Kanie Galilejskiej. Główne informacje, które zostały ujawnione, to informacje o stągwiach -- sześciu stągwiach żydowskich, które służą do oczyszczeń, o cudzie -- zamianie wody w wino, o staroście weselnym. Są na weselu, ale kompletnie nie ma panny młodej i pana młodego, o nich nie ma mowy! Jezus Chrystus jest tym panem młodym, który daje stare wino, czyli on uświęca, i dlatego o nim jest przecież mowa. Starosta nie wie dokładnie, o kim mówi, bo nie wie, skąd to wino jest, ale mówi: "Pan młody na początku daje dobre wino, a gdy się upiją, daje gorsze. Ale ten zachował do samego końca dobre wino". Czyli mówi o Jezusie Chrystusie już jakby z wiedzy, której do końca nie posiadał, ale z wiedzy duchowej, która mówi o Nim. I tutaj także gdy wołają: "Dlaczego twoi uczniowie jedzą zboże brudnymi rękoma i nie poszczą?", Jezus mówi: "Bo jest między nimi Oblubieniec". I mówi do tych faryzeuszy: "Nie naszywa się przecież nowej, mocnej łaty na starą szatę, bo stare ubranie jest słabe, a łata jest mocna i dziura się powiększy, ale wymienia się całą szatę". I proszę zauważyć, spójrzcie na sytuację sześciu stągwi żydowskich, gdzie Jezus Chrystus napełnił je wodą, wypełnił je nową całkowicie zawartością, całkowicie oczyścił wszystko. On się stał mocą, czyli można powiedzieć: tą siódmą mocą, która tym sześciu stągwiom nadaje nowy stan, nowe prawo. On jest tym prawem. Właściwie można powiedzieć: nie do końca nowe, ale dla nich jest to nowe prawo. Dlatego że oni tak bardzo odeszli od prawa prawdziwego, że to prawo, które Jezus Chrystus im daje, jest dla nich nowym prawem, mimo że starym prawem, mimo że prawem od początku. Prawem, które jest prawem od Ojca, tylko że oni nie znają Ojca i pozostali w starych układach. Zresztą mówi o tym Ewangelia św. Marka, rozdział 7, gdzie jest napisane właśnie o tych sytuacjach: "Skrzętnie usuwają moje prawo, aby swoją tradycję zachowywać". Od początku ten werset brzmi w ten sposób: "Ten lud chwali mnie wargami, a sercem swoim jest daleko ode mnie. Dlatego ich modlitwy nie będą wysłuchane, ponieważ od nich samych pochodzą. Skrzętnie usuwają moje prawo, aby swoją tradycję zachowywać". Skrzętnie i chytrze. Czyli te stągwie odzwierciedlają własną tradycję, wedle której funkcjonują faryzeusze, bo to jest dokładnie napisane: sześć stągwi do oczyszczeń żydowskich, czyli do praw którymi się kierują. Kierują się tymi prawami, nie rozpoznają Jezusa Chrystusa, który już przyszedł. Nie rozpoznali go 29 lat wcześniej. Mówię: "29 lat wcześniej", bo tutaj się rozpoczynają nauki Jezusa. 29, prawie 30 lat właściwie, bo Jezus Chrystus nauczał około 3-3,5 roku. I tutaj nie rozpoznali go już w owym czasie, czyli te prawie 30 lat wcześniej. Tyle czasu minęło, a oni tego nie wiedzą, dlatego tutaj te stągwie odzwierciedlają, że przez to, że trwają w swojej nauce, w swojej tradycji, w swoim zaślepieniu, sześć stągwi odzwierciedla brak umocnienia w Duchu Bożym i słuchanie tylko siebie. Słuchają siebie, są dla siebie wyrocznią, i nakłaniają innych, aby słuchali tej wyroczni.

W momencie gdy jesteśmy chrześcijanami, przyjmujemy tego samego Boga, który jest bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, więc bierzemy na siebie też wszelkie aspekty faryzejskie. Przez przyjęcie Ducha Świętego i Chrystusa wypełniamy się i oczyszczamy. Prawda, która przychodzi do nas przez moc Ducha Świętego, przez objawienie, staje się dla nas starym winem. Czyli stare wino to prawda, dlatego Jezus Chrystus mówi w ewangelii, o której rozmawiamy: "Wymienia się starą szatę", "Nie nalewa się przecież młodego wina do starych bukłaków, ponieważ stary bukłak jest słaby, a wino dojrzewa i rozerwie stare bukłaki. Ale młode wino nalewa się do młodych bukłaków i razem dojrzewają". I dalej mówi: "Kto się napije starego wina, młodego już nie chce". Czyli proszę zauważyć: jest o "starym winie", które jest prawdziwym winem, prawdziwą wiedzą i prawdziwą prawdą, czyli pełnią sensu. I nasze poszukiwanie jest przez oddanie się, czyli przez pozwolenie, abyśmy zostali wypełnieni żywą wodą, jak te stągwie, żebyśmy zostali wypełnienie po same brzegi tą wodą żywą, aby Duch Boży w nas przejawiał pełną swoją istotę, abyśmy byli jak stare wino. Abyśmy byli tym starym winem. Jak to Jezus Chrystus mówi: "Kto starego wina się napije, młodego już nie chce", czyli nie wraca do starych spraw, jeśli w prawdzie, w głębi zostanie umocniona jego boża prawda, jeśli wiara w nim jest głęboka. Jak wiecie przecież, wiara to miasto na górze, którego ciemność nie obejmuje i które nie może się ukryć i które nie może być zdobyte. Miasta na górze ciemność nie obejmuje, ono zawsze jest widoczne. Nie może się ukryć, ponieważ zawsze jest widoczne. Ciemność powoduje to, że się ukrywa wszystko. Jeśli miasto się nie może ukryć i nie może być zdobyte, samo przez się znaczy, że ciemność go nie obejmuje. Bo gdy przychodzi noc, ukrywa wszystko i nikt nic nie wie, gdzie jest. Gdy nie ma świecy, nie znajdzie tego miejsca. Ale to miasto jest miastem na górze, które nie może się ukryć i nie może być zdobyte, więc jest to miasto, którego ciemność nie obejmuje, które w pełni światłością przejawia, pełna światłość przez nie się przejawia mocą obecności nieustannej Ducha Bożego w tym miejscu. Duch Boży, Duch Święty w tym miejscu istnieje wiecznie. To tak jak w antytezie tego stanu, w raju drzewo poznania dobrego i złego, którego Bóg nie pozwalał dotykać, ono było miejscem, które było miejscem ciemności. Było miejscem ciemności i pod ciemnością było ukryte. I dlatego Adam i Ewa nie widzieli tego drzewa. Tyle czasu żyli w raju i tego drzewa nie widzieli dopóty, dopóki diabeł nie przyszedł i powiedział: "Słuchajcie, tam jest drzewo". Jest to antyteza. W raju jest to miejsce ciemności, do którego Bóg nie pozwalał się zbliżać, aby nie pomarli, aby ciemność ich nie ogarnęła. I dlatego nie pozwalał im pójść, bo ciemność to śmierć. Wiara to światłość. Światłość, której ciemność nie obejmuje, która jest wiecznym życiem i dlatego wiara jest antytezą, przeciwieństwem, rzeczywistym, prawdziwym, namacalnym, do którego zmierzać musimy miejscem, które jest przeciwnością śmierci. Jest życiem, jest światłością, jest zgładzeniem postawy człowieka, który uległ ciemności. Proszę zauważyć tutaj tą sytuację. Wiara jest to jedyne miejsce, które jest światłością w ciemności. Drzewo poznania dobrego i złego jest to jedyne miejsce w światłości, które jest ciemnością. Można by było powiedzieć, że my istniejemy tutaj jako w świecie negatywowym. Ale nasza postawa przyjmowania Ducha Bożego powoduje to, że nabieramy kolorów właściwych. Jak Jezus Chrystus w jednej z ewangelii mówi: "Nie będzie wybaczone tym, którzy mówią, że ciemność jest światłością, a światłość jest ciemnością". Wtedy święty Jan w Ewangelii, rozdział 8, werset 44, mówi w ten sposób: "Ich ojcem jest diabeł". Przedstawia tą sytuację. Oni idą za tamtym ojcem, za ciemnością.

I chcę przedstawić jeszcze głębszą sprawę. Ta, która została poruszona, jest głęboka, ale jest jeszcze głębsza, która jest dana przez Chrystusa, którą jest Modlitwa Pańska, Ojcze Nasz. I moglibyśmy się spytać, czy Modlitwa Pańska to tylko słowa i czy tylko prośby. Ponieważ Modlitwa Pańska jest to modlitwa, którą dał Jezus Chrystus, i ludzie tak ją traktują. W późniejszym czasie dowiadują się, że jest to 7 próśb. Pierwszą prośbą jest: "Święć się Imię Twoje". Drugą: "Przyjdź Królestwo Twoje". Trzecią: "Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi". Czwartą: "Daj nam chleba naszego powszedniego". Piątą: "I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Szóstą: "Nie dozwól, abyśmy ulegli pokusie". Siódmą: "I obroń nas od złego". Ale gdy poszukujemy jeszcze głębiej, kiedy stągwie wypełniają się wodą, a Chrystus Pan czyni z nich stare wino, z wody tej -- stare wino, wino, które odzwierciedla głęboką prawdę i wiedzę, głęboką obecność Ducha Świętego, który dopiero jest mocą przemiany, prawdziwej przemiany, w tym momencie dostrzegamy, że Modlitwa Pańska jest całkowicie głębszym stanem. Jest tak głębokim, że niepojętym. Jest tym stanem, o który pytają się uczniowie: "Powiedz nam, gdzie Ty jesteś, bo tego miejsca musimy szukać". Modlitwa Pańska to 7 stanów człowieka światłości. 7 stanów, a nie tylko próśb! Próśb dla nas. Podobne jest to do 10 przykazań. 10 przykazań, które jest pojmowane rozumowo, kształtuje moralność człowieka, jeśli się człowiek do nich stosuje. Ale kiedy z objawienia je poznaje, kształtują jego ducha, kształtują człowieka, człowieka światłości. I dlatego jest napisane w księdze powtórzonego prawa, rozdział 9: "Tajemnice należą do Boga, a objawienia należą do człowieka po kraniec czasu, aby człowiek mógł poznawać literę prawa". Jednym słowem, jest tu przedstawione, że bez objawień nie możemy poznać litery prawa, bo litera prawa bez objawień jest 10 przykazaniami, które są ograniczeniami, które nakazują, dręczą i męczą. Gdy objawienia ujawniają je, poznajemy całkowicie inny stan tych przykazań, ponieważ otwiera się inny całkowicie poziom i pułap poznania. Dusza, duch, serce poznaje ten stan. Czym jest serce w Ewangelii określone? Serce, które w Ewangelii jest często używane: "w sercu swoim są trudni, fałszywi lub radośni", "dobry człowiek ze swojego serca wyjmuje dobre rzeczy, zły człowiek ze swojego serca wyjmuje złe rzeczy", "w swoich sercach pragną, w swoich sercach są fałszywi, w swoich sercach mieli zły zamysł". Władcą serca, pierwszym i właściwym władcą serca człowieka jest święta Maria Matka Boża. To Jezus Chrystus ją namaścił, aby odmieniała serca człowieka i żeby przygotowała serca człowieka, aby Chrystus Pan w nim mógł zaistnieć. Mówi przecież do św. Jana. Najpierw mówi do świętej Marii Matki Bożej: "Niewiasto, oto syn twój". Do św. Jana: "Synu, oto matka twoja". Czyli namaszcza św. Marię Matkę Bożą, mówiąc: "Oddaję Ci wszelkich moich uczniów. Tych, którzy do ciebie dążą w prawdziwości swojego serca, swojej potrzeby". Św. Jan dał się poznać jako najbardziej gorliwy i oddany uczeń, który sercem poznaje, i on jako jedyny pozostał pod krzyżem. I tutaj, w obliczu św. Jana Jezus Chrystus ukazuje wszystkich uczniów. I ci, którzy do Chrystusa przychodzą, przychodzą przez św. Marię Matkę Bożą, która odmienia ich serca. Sercem jest cała przestrzeń w dzisiejszym rozumieniu psychologii, jest to cała przestrzeń podświadomości, to jest podświadomość człowieka, cała część podświadoma. "W swoim sercu pragną, w swoim sercu są niegodziwi, w swoim sercu pułapki zakładają". Zresztą Jezus Chrystus często mówi o faryzeuszach w taki sposób: "I zobaczył, że w sercach swoich knują spisek", czyli mówią co innego, a w części podświadomej to czynią, czyli mówi, że podświadomość, czyli serce, jest głównym stanem wszelkiego ratunku i wszelkiego upadku. Ale co się słyszy bardzo często u osób, które zajmuje się ezoteryką taką płaską bardzo? Słyszy się, że to oni tego nie robią, to podświadomość im bruździ. Podświadomość to im zrobiła, podświadomość tamto im zrobiła. To nie oni, to podświadomość nam wszystko robi, i oni nie mogą tej podświadomości wyrzucić, bo to jest jakaś nieświadomość zbiorowa, nad którą nie mogą zapanować, i ta podświadomość po prostu ich dręczy i nie wiedzą, jak od niej uciec. Ale podświadomość to oni i ich serce, ich potrzeby i pragnienia. Gdy oddadzą się Duchowi Bożemu, on odmieni te serca, ale to tak właśnie brzmi, tak właśnie jest, że rozdzielają siebie na świadomość, na świadome działania, a podświadomość im psuje szyki. Czyli oni sami, ich serce, ich zamysły, ich zapędy, ich pragnienia, które przyjęli od zasad przodków. I dlatego Jezus Chrystus przedstawia tą sytuację: "Przyszedłem na świat, aby pokonać, porzucić tradycję".

Dlaczego ludzie widzą ten świat? Dlatego, ponieważ on nie istnieje, a istnieją w pewnego rodzaju swoistej hipnozie, i widzą ten świat, mimo że go nie ma. Ta sama sytuacja jest z pierwszymi ludźmi, Adamem i Ewą. Nie widzieli tego drzewa, ponieważ ono było w ciemności, ciemnością było okryte. Ale gdy diabeł zaczął ich kusić, zaczął mówić im o tym drzewie, nagle zaczęli je widzieć, i nawet zobaczyli, że owoce są na nim dobre do jedzenia. Czyli ulegli iluzji i weszli w następny etap iluzji. Czyli chcieli tego, co ona oferuje -- tego owocu, nie mając świadomości, że już są w iluzji. Nie dostrzegli sytuacji, że już są w iluzji, ponieważ serce ich zostało oślepione, a jednocześnie serce ich zaczęło pragnąć tego, co nie istnieje. Nie potrafili świadomie i logicznie dostrzec, że serce nie dostrzega prawdy, bo zostali oszukani przez diabła i przestali widzieć światłość. O tym mówi Ewa. Gdy czytamy apokryfy, jest napisane, że gdy Ewa uległa kuszeniu Szatana, zobaczyła, że jest drzewo i zobaczyła, że są te owoce dobre. I chciała zerwać ten owoc, ale diabeł jej zakazał zrywać tego owocu, zanim nie powie mężowi, że także jemu da do jedzenia ten owoc. Dlatego że diabeł nie miał władzy nad Adamem żadnej. Nad Ewą także nie miał, ale Ewa uległa jego iluzji. I w tym momencie, gdy ma nad nią, ma także nad nim, gdy ona ma nad nim. I w tym momencie, kiedy ona mówi, że tak zrobi, w tym momencie pozwala jej zjeść ten owoc. I gdy ona ten owoc zjada, myśląc, że będzie miała ogromną wiedzę i prawdę, nagle mówi w taki sposób: "I poczułam, jak odeszła ode mnie moc i światłość ze mnie odeszła, stałam się szara, mała, nic nie znacząca". "I w tym momencie diabeł się zaczął śmiać ze mnie", tak mówi, "i nic nie mogę już na to począć. Płaczę i wołam męża swojego na zgubę, bo nie mogę przeciwstawić się słowu swojemu, które ma nade mną władzę". Zauważcie tutaj tą sytuację: ona już ulega i serce jej -- Ewa uświadamia sobie swój grzech, że jest w tym grzechu, chce się z niego wycofać -- ale gdy serce zostało dotknięte iluzją, poczuło niepokój. Nie potrafiło już korzystać z mocy Ducha, ponieważ moc Ducha od niej odeszła. Mogła już tylko korzystać z mocy, która pozostała, a mocą jest iluzja, więc korzysta z niej, aby się wydostać. Im bardziej z niej korzysta, tym bardziej się zapada. Jak w ruchomych piaskach: im bardziej się szamocze, tym bardziej idzie na dno. Czyli w owym czasie, wcześniej kiedy Duch Boży w niej był, każde pragnienie, które było zgodne z Bogiem, było realizowane, ponieważ Duch Święty je realizował. Bo to serce było połączone z mocą Ducha Bożego. W tym momencie serce także tak się zachowało. Także chciało odmienić swoją sytuację, ale nie podlegało już tej mocy wyzwoleńczej, ale mocy zgubnej. Im bardziej chciało się wydostać, tym bardziej wykorzystywało moc zgubną, która powodowała upadek. Dzisiaj ludzie czynią w dalszym ciągu tak, tylko dzisiaj jest to taka różnica, że z tego stanu uczynili pozytyw. Ze stanu rządzenia się tą mocą własnej woli, ciemności, pustki, chaosu i iluzji, uczynili walor. I co robią? Powiem Państwu, co się tutaj dzieje.

Diabeł nie może rozprzestrzeniać się w przestrzeni, gdzie Bóg rządzi, ponieważ jest tam Bóg. I nie może on tam nic zrobić, ponieważ jest tam Bóg. To co diabeł robi? Diabeł nakazuje, czyli wyzwala w ludziach potrzebę poszukiwania, przez wolną wolę, i tworzenia wewnętrznych wymiarów umysłu. I ludzie zapadają się w wewnętrzne wymiary umysłu, które nie mają granic. Są to przestrzenie bez ograniczeń. Dlatego diabeł buduje swoje imperium w wewnętrznych przestrzeniach umysłu, tuż obok Boga, ale w przestrzeniach umysłu, gdzie tylko człowiek przez wiarę może Boga przyjąć. Ciekawą sytuacją jest to, kiedy człowiek zwraca się ku Bogu z całej siły, ponieważ On jest jego ratunkiem, prawdą i życiem, diabeł się wścieka, ponieważ robi mu się ciasno, bo wewnętrzne wymiary umysłu kurczą się, ponieważ człowiek nie przykłada się do pracy, aby je ciągle rozszerzać, aby ciągle wymyślać nowe przestrzenie i aby się ciągle zagłębiała wolna wola w nowe przestrzenie, można powiedzieć: własnej twórczości, oddalenia od Boga. Dlatego diabeł kieruje tak bardzo człowieka w iluzję, tworzy wielkie imperia, daje człowiekowi, wydawałoby się, wielką władzę. Człowiek buduje wewnętrzne przestrzenie umysłu, tam są ogromne przestrzenie i diabeł tam sobie hula, a człowiek, nie wiedząc o tym, że szykuje na siebie bat z siedmiu powrozów, nie wie o tym, i pogłębia swój upadek. Człowiek tworzy wewnętrzne wymiary równoległe, wewnętrzne wymiary umysłu, gdzie pragnienia człowieka stają się rzeczywistością. Bo na zewnętrznym świecie, świecie prawdy, nie ma wewnętrznych wymiarów umysłu, ponieważ nie ma "nauki o", tylko jest Bóg, który daje poznanie. Nie ma umysłu, nie istniejemy we własnej przestrzeni umysłu. Istniejemy w umyśle Boga, czyli w Duchu Bożym. Umysł Boga to wszelkie prawa Boże, a On sam zarządza tymi prawami, a one rządzą światem. Proszę zauważyć: prawo Pauliego. W Starym Testamencie są zasady prawa Pauliego przedstawione. Jest napisane w ten sposób, że Bóg posłał pewien naród, aby zniewolił inny naród, który się Bogu przeciwstawił, aby w ten sposób Bóg ukazał tamtym niegodziwość, którą sobie wyrządzają przez brak życia w Bogu. Czyli ukazał im, co się dzieje, gdy w Bogu nie żyją, czyli tutaj odzwierciedlamy bardzo wyraźnie prawo Pauliego. Jest napisane: "I Bóg to uczynił". Posłał ten naród, aby tamten zniewolił, podbił go, ale tylko dlatego, że przestał tamten naród Boga słuchać. Aby zobaczył, jak wiele sobie krzywdy wyrządził przez odejście od samego Boga.

Rozmawialiśmy o objawieniach i o człowieku światłości, i o Modlitwie Pańskiej. Modlitwa Pańska to nie same prośby, a właściwie to nie prośby. Modlitwa Pańska to prawdziwe duchowe stany, duchowa obecność mocy bożej, która została przez Chrystusa przejawiona: "Święć się Imię Twoje". Słowo "Święć się Imię Twoje" ma w sobie tak ogromną i potężną moc, tak ogromny stan, tak ogromną moc budzenia życia w człowieku światłości! Bo człowiek światłości żywy, w którym jest światłość i który oświetla świat cały, w nim na samym górze jest "Święć się Imię Twoje", jaśnieje z potężną mocą. Z przestrzeni jego czoła jest: "Przyjdź Królestwo Twoje". Z przestrzeni jego gardła jest: "Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi". Z przestrzeni jego serca jest: "Daj nam chleba naszego powszedniego". Z przestrzeni brzucha, splotu słonecznego jest: "I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". W drugiej przestrzeni jest: "Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie". I w podstawie jest: "Obroń nas od złego". Proszę zauważyć, "Obroń nas od złego". Co to oznacza? Oznacza to pewien konkretny stan. Jest to obraz, stan konkretny, kiedy dziecko trzyma tatę za nogę. No i dziecko jest odważne, bo czuje się wolne od złego. Trzyma tatę za nogę i już mu nikt żadnej krzywdy nie zrobi. Jest to stan głębokiego oddania, głębokiej ufności, głębokiej podstawy i głębokiej równowagi wynikającej z głębokiego oddania. "Obroń nas od złego" to nie jest li tylko prośba, bo to jest prośba w rozumieniu zmysłowym. Ale w rozumieniu duchowym jest to nieustanne bycie w więzi z Bogiem. W więzi z głęboką jednością i pełnią mocy Bożej, czyli przenikanie. Gdy tak spojrzymy na tą sytuację: "Obroń nas od złego, nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, daj nam chleba naszego powszedniego i bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi, przyjdź Królestwo Twoje, święć się Imię Twoje". Czyli to jest wszystko to, o czym rozmawiamy, wynika z ogromnej ufności. Proszę zauważyć, jak wiele czasu zostało poświęcone dziecięctwu, słabości, bezsilności, niezaradności, bezradności, aby poczuć w tym stanie radość. Żeby słabość, bezsilność, niezaradność, bezradność nie były trudem człowieka, chaosem. Ponieważ co dorosły człowiek robi? Dorosły człowiek stara się zabezpieczyć swój byt materialny w tak sposób, aby nie dopadły go słabości, niepokój, bezsilność, niezaradność, bezbronność. Opiera się w tych materialnych przestrzeniach tego świata, ponieważ nie ma Ojca, nie ma Ducha Bożego, nie ma serca, które poszukiwałoby Boga, bo człowiek jest tak naprawdę żywym sercem. Człowiek jest żywym sercem, czyli jest miłością bożą, jest prawdą. Bóg stworzył człowieka na własny wzór i podobieństwo. A kim jest Bóg? Bóg jest samym sercem, jest życiem, jest miłością. Jeśli Bóg stworzył człowieka na własny wzór i podobieństwo, to jest tym stanem. Wiele osób zapomina o tej sytuacji, że Bóg stworzył człowieka na własny wzór i podobieństwo. Oczywiście oni wiedzą, że tak jest, ale mówimy o innej rzeczy. Kim jest Bóg? Co to oznacza: stworzyć na własny wzór i podobieństwo? Ponieważ gdyby wiedzieli, to by w pełni mieli świadomość bożej natury swojej. Jeśli Boga nie poznają w pełni, to i siebie nie poznają w pełni. Bo w pełni gdy poznają Boga, to także poznają przymioty boże, które Bóg w człowieku pozostawił, umieścił. Więc im głębiej poznajemy Boga, tym głębiej poznajemy siebie, i to jest bezwzględnie związane. To tak, jak rodzice, im głębiej poznają swoje dzieci, tym bardziej poznają siebie. Ale rodzice mówią: "Nie, nie, my jesteśmy doskonałymi, a te dzieci nie wiadomo, skąd takie złe. To szkoła, to ulica. My jesteśmy w porządku, my jesteśmy dobrymi". Ale przecież jest tutaj sytuacja, jaka jest. Ona ukazuje to, jak to naprawdę wygląda. I im silniej, im głębiej poznajemy Boga, jego naturę, jego nieskończoność, jego doskonałość, jego dobroć, tym silniej uświadamiamy sobie, jak głębokie w człowieku drzemią potęgi, jak głęboka radość, jak głęboka miłość, jak niezmierzone głębie radości bożej, które starają się wydostać, ale wolna wola skutecznie to ogranicza, bo człowiek woli istnieć w wewnętrznych wymiarach umysłu, bo tam stworzył swoje zaplecze, ale one i tak kiedyś przeminą. Bóg nigdy nie przeminie, jak Państwo wiecie, ponieważ Bóg stworzył świat.

Jak jest napisane: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, a ziemia była chaosem i pustkowiem". Co chcę powiedzieć? Bóg, stwarzając niebo i ziemię, już na początku bardzo wyraźnie odzwierciedlił, przejawił, że są różne od siebie. Bóg stworzył niebo i ziemię, a ziemia była chaosem i pustkowiem, niebo nie. Dlaczego taka sytuacja jest? Dlatego że niebo Bóg stworzył z siebie, ziemię stworzył także z tego, co stworzył, ale -- żeby tutaj głębię poznać -- święty Paweł, w liście do Rzymian, rozdział 8, pisze w taki sposób: "I Bóg poddał w znikomość stworzenie. Nie z woli stworzenia, ale z powodu tego, aby miłosierdzie boże się nad stworzeniem się objawiło". Czyli stworzenie nie znało i nie rozumiało przyczyny, z której miało być uciśnione. Ale Bóg nigdy nie czyni ot tak, aby sobie uczynił. Zapewne jeśli Bóg poddaje stworzenie w znikomość, to ma ku temu przyczynę, o wiele głębszą, o której nie wie stworzenie. I tutaj można by powiedzieć taką rzecz: Bóg stworzył świat, i świat trwa -- trwał tak jak nasz dzisiejszy świat trwa -- cały czas występuje walka dobrego ze złem, ludzie zdążają z całej siły do Ducha Bożego, a są i tacy, którzy przeciwstawiają się Bogu. Ci, którzy się przeciwstawiają, zapadają się w coraz większą ciemność. Aż Bóg staje przed nimi i pyta się, czy chcą pójść z Nim. Oni mówią, że nie, więc odrzuca ich, ale żeby miłosierdzie boże objawiło się na tym, co odrzucił, sam przejawia się, wraca do samego siebie, do miejsca, w którym istnieje. Ponieważ jak jest powiedziane: "Gdy nic nie było, Bóg mieszkał sam w sobie". A wszelkie stworzenie, które porzuciło Boga, stało się antytezą prawdy, antytezą Boga. I Bóg stwarza niebo, i stwarza ziemię z tego chaosu i pustki, który wyrzekł się Boga, ale zaprowadza w nim stan, który powoduje, że nie ma już żadnego stworzenia, które mogłoby pojąć, zrozumieć i pamiętać cokolwiek z tego, co było. Jest całkowicie wyzerowaną, skasowaną pamięcią, stworzeniem bez przeszłości. I to stworzenie nie może pamiętać, że Bóg poddaje je w znikomość z powodu tego stworzenia pustki, bo to stworzenie nie zna już niczego, jest innym stworzeniem. Ale Bóg to zna, Bóg wie, dlatego daje szansę, stwarza niebo, aby wszystko, co jest ciemnością, co jest z ciemności, mogło powracać do światłości. Więc Bóg nie stwarza nieba dla siebie, Bóg stwarza niebo dla ziemi, aby wszystko co jest na ziemi mogło zmierzać do nieba, a niebo jest miejscem przebywania Boga w owym czasie, ponieważ jest to jedynie doskonałe miejsce, które może w tej chwili Boga przyjąć. I stwarza człowieka. Sam z siebie stwarza człowieka.

I tutaj jest jeszcze jedna sytuacja. To jest bardzo głęboki aspekt, ponieważ święty Jan mówi o dwóch zmartwychwstaniach: o pierwszym zmartwychwstaniu i o drugim zmartwychwstaniu. Wiemy, że mówi. Co to znaczy: zmartwychwstanie? Przeciwdziałanie śmierci, rozpadowi i upadkowi. Oddaleniu. Proszę zauważyć: istnieje pierwsze zmartwychwstanie, gdzie Bóg posyła Chrystusa, syna swojego, aby pierwsze zmartwychwstanie w ogóle zaistniało. Ale gdy się tak głęboko zastanowimy, to możemy się spytać, dlaczego istnieje drugie zmartwychwstanie. Skoro pierwsze zmartwychwstanie jest przeciwdziałaniem upadkowi, więc możemy zadać pytanie: Kiedy nastąpił upadek człowieka, aby drugie zmartwychwstanie miało być przeciwdziałaniem temu upadkowi? Ponieważ znamy jeden upadek, wynikający z kuszenia w raju, gdzie człowiek upadł, i zmartwychwstanie jest przeciwdziałaniem temu upadkowi. Ale później następuje drugie zmartwychwstanie, które ma przeciwdziałać i zakończyć inny upadek. Możemy się zastanowić, kiedy ten upadek nastąpił, przecież nic nie wiemy na temat drugiego upadku. Ale nie jest to prawda. To jest sytuacja bardzo głęboka. Bóg stwarza człowieka, z samego siebie. Czyli swoją cząstkę oddziela od siebie i oddala od siebie, nadaje jej własną tożsamość, aby poszła w ciemność, aby unieść ciemność. I drugie zmartwychwstanie jest zmartwychwstaniem obligatoryjnym, czyli należnym, gdy zakończy pracę Człowiek, powracając do jedności z Bogiem, z którego wyszedł. Czyli można tak powiedzieć, że jeśli istnieje drugie zmartwychwstanie, to możemy określić stworzenie Człowieka jako pewnego rodzaju oddalenie go od doskonałości, ale po to, aby doskonałość się stała. To pierwsze zmartwychwstanie nie było obligatoryjnym, obligatoryjnym się staje tylko wtedy, kiedy przyjmujemy Chrystusa. I dlatego Chrystus przyszedł, aby to zmartwychwstanie obligatoryjne mogło w ogóle zaistnieć. Żeby ono miało podstawę swojego istnienia, bo było przeznaczone, aby istniało. Gdyby Człowiek nie upadł, to zmartwychwstanie obligatoryjne przyszłoby w czasie, kiedy wszelkie stworzenie przyszłoby do doskonałości przez Człowieka, któryby w imieniu Boga uniósł całe stworzenie.

Bóg chce wszystko powiedzieć człowiekowi, ale człowiek nie jest zdolny przyjąć tego, ponieważ ciągle żyje w ocenie. Ocenia wszystko, co jest dookoła, wszystkich innych, nie dostrzegając w nich miłosierdzia. A wystarczyłoby nieustannie wpatrywać się w oblicze Ojca. A nieustanne wpatrywanie się w oblicze Boga, jest to nieustanne widzenie we wszelkim stworzeniu mocy stworzenia bożego, czyli odchodzenie od oceny, a dostrzeżenia miłosierdzia bożego, że przez miłosierdzie boże powstało to istnienie, które oczekuje na spojrzenie Człowieka, aby to stworzenie mogło żyć. Prawdziwego Człowieka, tego człowieka, którego Bóg stworzył na własny wzór i podobieństwo, którego oddalił. Proszę zauważyć, tak jak syna swojego, Jezusa Chrystusa, oddalił od siebie, posyłając w ciemność, aby umarł za człowieka, tak oddalił też człowieka pierwszego dla stworzenia, aby stworzenie mogło żyć. Właściwie zauważamy tutaj aspekt paralelności. Bóg stwarza Człowieka na samym początku z własnej tkanki, z własnego tchnienia. Oddala od siebie Człowieka, posyła go właściwie w ciemność, aby ciemność miała radość, aby ciemność mogła się unieść i żeby Człowiek mógł wrócić z tą radością do pełni. Gdy Człowiek pierwszy raz grzeszy, Bóg czyni dokładnie to samo: posyła Chrystusa, syna swojego, aby uczynił dokładnie to samo, co miał uczynić pierwszy człowiek. Czyli posyła w ciemność, aby pierwsze zmartwychwstanie mogło zaistnieć. Czyli stworzenie pierwszego człowieka jest dlatego, aby ciemność przestała istnieć. Posłanie Chrystusa na ziemię jest po to, aby grzech przestał istnieć. Stworzenie jest poddawane w znikomość nie z powodu stworzenia, ale z powodu Boga, ponieważ Bóg chce, aby się miłosierdzie objawiło. Bóg uwolnił od grzechu to stworzenie, ale nie uwolnił od miejsca, w którym jest. Ale w tym momencie posyła Człowieka, aby z tego miejsca go wyprowadził. I w tym momencie, gdy patrzymy na przyjście Chrystusa, gdy Człowiek przyjmuje Chrystusa, automatycznie Bóg też mu nie poczytuje grzechu, tylko go przyjmuje, aby go ukształtować. Czyli widzimy tutaj niezmierne podobieństwo, właściwie jest to powtórzona historia -- ta sama, w dwóch płaszczyznach. I tutaj ukazuje się ogromne miłosierdzie. W pierwszym aspekcie jest miłosierdzie i w drugim, gdzie trudno jest to niezmiernie poznać tylko w sposób -- proszę Państwa -- nauki o Bogu.
Wygenerowano w sekund: 0.04
1,354,055 unikalne wizyty