Nawigacja

Wykład ze Szrenicy 06.2002 cz.1

Niniejszy wykład został spisany przez panią Elżbietę Frydrych.

Nasze spotkanie będzie opierało się na praktyce, oraz na teorii. Trzeba jednak, zaznaczyć, że tak naprawdę w aspekcie świadomości duchowej nie ma teorii, ponieważ w rozwoju duchowym, nawet myśl jest praktyką. Wydaje się, że teoria jest myślą, ale w aspekcie świadomości duchowej i rozwoju duchowego, myśl i emocje są już praktyką, są nimi wszystkie uczucia i jednocześnie wszystkie stany i zamysły oraz intencje. Każdy stan umysłu, ducha i każdy stan naszej istoty jest stanem działania, tu nie ma stanu teorii, ten kto żyje w stanie teorii, to właściwie nie żyje.

Sami Państwo wiecie, że człowiek umacnia się najbardziej na tym, co najlepiej zna, umacnia się na tym, co widzi, co przez umysł do niego dociera, co daje mu poczucie bezpieczeństwa. Są momenty, że to co w materialnym świecie, daje mu poczucie bezpieczeństwa, ginie i człowiek upada razem z tym. Dzieje się tak, ponieważ opiera się on na tym co nietrwałe, a powinien opierać się na tym, co ani na tym, ani na tamtym świecie nigdy nie ginie i jest mocne. Tą mocą jest życie duchowe, które ma swoje życie jedynie w Stwórcy. Gdy się na nim opieramy, to zawsze rozumiemy, że czy jesteśmy tam, czy tu to zawsze jesteśmy umocnieni.

Jeśli natomiast opoką był dla nas jedynie świat materialny to, kiedy się on rozpada, to często i my upadamy razem z nim. Ale jeśli w świecie materialnym i świecie duchowym, stan świadomości duchowej, jest jedynym stanem poszukiwania życia i tak naprawdę tego jedynego celu poszukujemy, czyli życia w Stwórcy to wtedy, kiedy jesteśmy oparci w nim to nawet, gdy dzieją się rzeczy nieprzewidziane nie upadamy, ponieważ jesteśmy oparci i umocnieni w tym, co nienaruszalne, w tym co jest zawsze trwające. Głównym aspektem naszego spotkania jest to, aby zrozumieć jak naprawdę w głębi umocnić swojego Ducha, jednym słowem siebie tak, aby stało się to naprawdę umocnieniem. W Ewangelii jest napisane: "Jeśli powstanie w was to, co ma powstać, wtedy to was ocali, ale jeżeli nie powstanie w was to, co ma powstać to to, czego w was nie ma, uśmierci was".

Najważniejszym aspektem rozwoju duchowego jest to, że ma w was powstać siła Ducha, czyli prawdziwy człowiek, jako świadomość duchowa. Każdy człowiek, który żyje, ma inwencje twórczą i intencje ku temu, aby już w momencie urodzenia wiedział, po co żyje. A nie żyje po to, aby umacniać się w materialnym świecie. Niestety bardzo często tak się dzieje, że człowiekowi wydaje się, że po to tylko żyje, ale naprawdę żyje po to, aby poznać drogę do Stwórcy. W życiu przychodzi taka sytuacja, kiedy odchodzi z tego świata i ma poznać drogę do Stwórcy i być rozliczony ze swojego życia, to właśnie wtedy okazuje się, że zna drogę, bo ona jest w nim i to co robił w swoim życiu otwiera się dla niego. Kiedy idzie tą drogą, to wtedy odnajduje to wszystko, co miało być mu ujawnione w tym momencie, kiedy przychodzi właśnie ta sytuacja, i ta chwila.

Dlatego głównym aspektem życia i rozwoju jest poszukiwanie prawdziwego życia. Jest taka scena w Ewangelii, kiedy Tadeusz pyta Jezusa: "Czy mógłbym z Tobą iść? - a Jezus odpowiada - Tak, naturalnie chodź ze mną. - On wtedy mówi - Poczekaj tylko, bo muszę pochować mojego brata. - a na to Jezus odpowiada - Umarłych zostaw umarłym, a ty chodź do żyjących". Jezus tak powiedział, ponieważ z punktu widzenia duchowego, żyjącym jest ten co ma życie duchowe, ten co żyje w Duchu.

Nasza ewolucja z punktu widzenia naukowego, poznawczego kończy się na poziomie materii, tak więc człowiek doszedł do szczytu ewolucji i chciałby zatrzymać ten proces w tym miejscu, w którym stoi i nie chce nic więcej robić. Ale to tylko dla nauki, człowiek jest szczytem ewolucji, bo dla Stwórcy jest to dopiero początek życia w duchu, a nie jest końcem na szczycie życia fizycznego, ponieważ ewolucja dalej istnieje, i my jako Istota, która nie jest zależna od ciała.

Za 100 miliardów lat, Stwórca spowoduje, że mrówka stanie się świadoma i powstanie w niej osobowość, i będzie miała ona takie problemy jak my. Będzie się zastanawiała, gdzie jest Stwórca. Nie zastanawia się teraz, skąd to przychodzi, ponieważ Stwórca daje jej wszystko. Ale kiedy możliwości jej świadomości spowodują, że zacznie się przejawiać jej osobowość, to ona zacznie powodować, że zacznie istnieć nie tylko fizycznie ale i istnieniem duchowym. Rozwój duchowy jest następnym etapem ewolucji i nic nie ginie w najmniejszym stopniu. To ginie jedynie wyobrażenie człowieka. W Ewangelii Jezus mówi do uczniów: "Żyjecie prawami ojców i dziadów, a nie żyjecie prawami Ojca w niebie".

Człowiek żyje głownie prawami ojców i dziadów i to co oni robili, on robi i łatwiej jest mu żyć w tych prawach, które oni przynieśli, niż odszukać w sobie te prawa które oni przynieśli w chwili swoich narodzin, a które są zapisane w nich przez ich dusze. W momencie kiedy człowiek zaczyna poszukiwać tych praw, zaczyna rozumieć, co oznaczają słowa "Kto znienawidzi ojca i matkę, znajdzie Ojca w niebie - i " Kto znienawidzi siebie w sobie", również buddyści mówią "Zabij swojego Pana, kiedy go spotkasz, - w Ewangelii jest również napisane: "Mocarz wbił miecz w ścianę bo chciał sprawdzić czy mocna jest jego ręka i zabił możnego Pana" oraz :"Nie można splądrować domu Mocarza uprzednio nie związawszy go, ale gdy się Mocarz oswobodzi niech się mają na baczności ci co plądrują dom".

Człowiek został w taki sposób stworzony, że chociaż jest to wyjątkowe i wielkie dzieło, to nie trzeba się w tym doszukiwać czegoś innego niż w rzeczywistości jest. Chodzi tu o to, że Bóg stworzył człowieka jako kobietę i mężczyznę. Ciekawą sytuacją jest to, że w kobiecie jest kobieta i mężczyzna, i w mężczyźnie jest kobieta i mężczyzna. Tylko w kobiecie, kobieta jest uzewnętrzniona, a mężczyzna ukryty natomiast w mężczyźnie kobieta jest ukryta, a mężczyzna uzewnętrzniony. Niezrozumienie faktu, że kobieta to jaźń podświadoma człowieka, a mężczyzna to jaźń nadświadoma i pojmowanie go jedynie w sposób fizyczny, że kobieta musi być posłuszna mężczyźnie, niezrozumienie tego, że chodzi o wewnętrzne życie człowieka, spowodowało powstanie dyskryminacji kobiet oraz powstanie wielu innych wypaczeń tego aspektu na świecie.

Niezrozumienie tego faktu, ale uzewnętrznienie go, spowodowało, powstanie opinii, że kobieta nie jest godna życia, przekonanie że kobieta musi być podporządkowaną mężczyźnie, i to najsilniej jest chyba objawione w aspekcie religii, gdzie najwyższe funkcje, wydawałoby się, mają mężczyźni. Uważają oni, że jeśli są zewnętrznie mężczyznami, to nie są kobietami, ale tak naprawdę większość z nich jest kobietami i nawet nie wiedzą że są nimi. Sadzą, że są mężczyznami bo wyglądają jak mężczyźni. Te sytuację, można najlepiej prześledzić i zrozumieć w aspekcie uzdrawiania i życia duchowego. W Ewangelii jest napisane: - Miriam przyszła do uczniów a oni mówią - Miriam powinna od nas odejść, ponieważ kobiety nie są godne życia - a Jezus mówi do nich - ja poprowadzę ją, aby uczynić z niej mężczyznę podobnie jak wy mężczyźni, aby jej Duch był żywy i wtedy będzie żyła w niebie jak wy, bo tylko mężczyźni mogą żyć w niebie". Chodzi o to, że kobieta jako podświadomość, musi przejawić wszelkie aspekty świadomego istnienia, jako nadświadomość, ale żeby ten aspekt się przejawił, zarówno kobieta wewnętrzna jak i mężczyzna wewnętrzny muszą dążyć do poszukiwania Stwórcy, bo w inny sposób to się po prostu nie wydarzy.

Freud, mówił, że głównymi prawami ludzi jest naśladownictwo i życie z rodziną i z tym co rodzina niesie, ale w Ewangelii jest napisane "Kto znienawidzi ojca i matkę odnajdzie Ojca w niebie". Tu jest napisane, że rodzina nie jest ważna, chociaż jest ważna, bo w innym miejscu Jezus mówi w ten sposób "Kto nie będzie kochał ojca i matki, ten nie odnajdzie Ojca w niebie". To co jest tu napisane, oznacza, że najważniejszą siłą jest to w człowieku, co jest zapisane, jako siła Ducha, czyli to co jest w sercu zapisane. O tym mówił Św. Paweł, gdy pojechał do dzikich ludzi: "Czytać nie umieją, pisać nie umieją, nago chodzą, a w Bogu żyją - i zastanowił się, że Bóg nie przejawia się przez literę, przez pismo, ale przez serce.

Tak więc głównym aspektem życia człowieka jest życie w prostocie i tak, aby żyć naprawdę w Bogu i w cnocie. Naprawdę nie jest ważne, czy pójdziemy w niedzielę do kościoła, chociaż niektórzy mówią że, jak pójdą w niedziele do kościoła, to w Bogu żyją, ale tak naprawdę najważniejszą drogą jest droga między jednym pójściem do kościoła, a drugim.

Najważniejsze w człowieku jest to co usłyszał , co zrozumiał i co przejawia w swoim życiu. Ponieważ często mówi on: "Tak, ja mam wielkie owoce". Ale tak naprawdę wcale ich u niego nie widać. Postaram się więc przedstawić Państwu takie spojrzenie, w którym będzie można najpełniej odnaleźć równowagę duchową i przeprowadzić najwięcej praktyki, chociaż jak Państwo wiecie, praktyka duchowego uzdrawianie nie istnieje jako próba, jako coś co się dzieje na niby, bo nawet próba i to co się dzieje na niby powoduje że uczestniczy w tym Dusza człowieka i tak naprawdę jest to prawdziwe działanie. Nie można więc tutaj powiedzieć, że coś się robi na niby, tutaj jest to w stanie prawdziwego działania w rzeczywistości. Można powiedzieć, że takim przykładem, że Dusza nic nie robi na niby jest, np. aktor który jest bardzo dobry. Jest on tak dobry, że jego Dusza właściwie nie wie kim jest i wpada on w depresję, bo raz jest alkoholikiem, raz kimś sławnym, a innym razem królem. Im lepiej aktor gra, tzn. im bardziej udaje, tym bardziej Dusza nie udaje i jest naprawdę tą istotą, graną przez aktora, i tak bardzo się z tym utożsamia, że naprawdę się zatraca i nie wie kim jest. Stąd się biorą depresje aktorów, bo Dusza nigdy nie jest na niby, ponieważ ona daje życie tej istocie.

Wracając jednak do sprawy, kobiety i mężczyzny. Jest werset w Ewangelii który brzmi: "Świat upadł przez kobietę i będzie wyniesiony przez kobietę". Tak więc kobiety są jak najbardziej godne życia. Więcej, są głównym aspektem w tym wersecie to znaczy, że musi zaistnieć równowaga i połączenie wewnętrzne. W Ewangelii jest powiedziane tak: "Kto ma zwyczaj dwoje czynić jednością, ten powie górze przesuń się, a ona się przesunie". Znaczy to, że ten który będzie miał jeden cel czyli, jednoczenie mężczyzny i kobiety, gdzie mężczyzna to jest jaźń duchowa, a kobieta to jest jaźń fizyczna, to w nim te dwie jaźnie muszą do jednego celu dążyć. W Ewangelii jest również i tak napisane: "Jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak, jak zewnętrzną a stronę zewnętrzną tak, jak wewnętrzną, stronę górną tak, jak stronę dolną i jeśli macie zwyczaj czynić to, co męskie i żeńskie jednością aby to co jest męskie, nie było męskim, a to, co żeńskie, nie było żeńskim, jeśli będziecie mieli zwyczaj czynić oczy jednym okiem, a jedną rekę dacie w miejsce ręki i nogę w miejsce nogi i obraz w miejsce obrazu". Tutaj jest dokładnie przedstawiona ta sytuacja o której rozmawiamy.

Teraz powrócę do tego, aby zrozumieć jak to się stało, że w tej chwili podświadomość jest w aspekcie emocji i w przyzwyczajeniach do praw pokoleniowych , a nadświadomość powinna dążyć do praw Boskich, ale nie zawsze jest na tyle silna. Dlaczego tak się dzieje? Otóż, kiedy Bóg stworzył mężczyznę i z jego żebra stworzył kobietę w raju - wiemy, że tak to zostało ukazane - kobieta pomimo, że zostało to zakazane zerwała owoc i dała mężczyźnie. Inaczej można to określić tak, że kobieta jest żądzą mężczyzny, która w jakiś sposób zatriumfowała, wzięła górę nad nadświadomością mężczyzny. Mężczyzna ulegając żądzom odszedł od Stwórcy i uległ podświadomości. Tak więc, człowiek który poszukuje Stwórcy, musi go w głębi i z największą siłą poszukiwać, aby mógł usunąć wpływy żądzy, i gdy usunie jej wpływy, wtedy stanie się czysty i jasny.

Wcześniej mówiliśmy, że nadświadomość musi osiągnąć stan pełnej równowagi i świadomości, bo tylko wtedy jest w stanie przedstawić podświadomości czego ona nie ma, i dopiero wtedy jest podświadomość w stanie pójść za nadświadomością czyli męskim aspektem - mężczyzną wewnętrznym. W Ewangelii jest to przedstawione w ten sposób: "Rzekła Salome do Jezusa, - Ktoś ty, człowiecze, czyjś? Wszedłeś na moje łoże i zjadłeś z mego stołu". Rzekł jej Jezus: "Ja jestem tym, który powstał z równego sobie. Dano mi to, co należy do mego Ojca. - Słysząc i widząc to Salome odpowiada - Jestem służebnicą Twoją.". Dlatego mówię: "Jeśli ktoś jest równy, wypełni się światłością, jeśli się oddzieli napełni się ciemnością."

Głównym aspektem tego fragmentu jest to, że przejawiła się pełna świadomość boska, świadomość duchowa, która stała się także celem tej istoty podświadomej, tej jaźni wewnętrznej, która tylko w ten sposób może się zjednoczyć, a na którą nie można wpłynąć żadną siłą, ani wolą. Wpłynąć można tylko, w pełni poszukując Stwórcy, mając świadomość, że tylko w Stwórcy jest siła i cala świadomość.

Często mówimy i widzimy, że podczas praktyki uzdrawiania duchowego wokół głowy osoby powstaje jasność, błękitno-złota jasność, a niekiedy także w pierwszej czakrze powstaje jasność, ale tylko wtedy kiedy jest pełna równowaga. Dzieje się to dlatego, że w wyższej świadomości duchowej jest nadświadomość, ta którą odzwierciedla aspekt mężczyzny i gdy ona osiągnie pełen stan równowagi, zajaśnieje światłością w połączeniu że Stwórcą. Często jednak nadświadomość ulega podświadomości.

Dlaczego ulega podświadomości? Ulega, ponieważ ulega potrzebom, które są potrzebami ziemskimi, ale wyższa świadomość duchowa (nadświadomość, mężczyzna) musi zrozumieć jaki jest cel życiowy i gdzie jest tak naprawdę życie. W momencie, gdy zrozumie tą sytuację, oddziela się od wpływów ziemskich, a gdy oddziela się od tych wpływów, roztacza się i jaśnieje światło i sięga ono wtedy coraz głębiej do jaźni podświadomej (jaźni ziemskiej, kobiety), która rozjaśnia się blaskiem i razem wtedy istnieją we wspólnym dziele.

Często zdarza się, że u niektórych osób ciężko jest osiągnąć ten stan, dlatego że, potrzeba mężczyzny wewnętrznego, nie zawsze przejawia się w pełni świadomści, że to tylko Stwórca wszystko daje. W tym momencie więc, występuje działanie woli mężczyzny przez podświadomość, gdzie korzysta ona z wszelkich praw, tzw. pokoleniowych, które zostały wygenerowane przez setki pokoleń. Stały się one tak silnym prawem, że niektóre osoby walczą silnie w obronie tych praw, mimo że te prawa powodują oddzielenie ich od Stwórcy. Są one tak silnie zapisane w nieświadomości ludzi, że walczą oni w obronie tych praw, walczą, aby nie pojawiła się siła boska, bo uważają, że ona tam w nieświadomości jest.

Nadświadomość jest tylko wtedy w pełni uwolniona i jej świadomość skierowana do Stwórcy, gdy w trakcie wielu inkarnacji w pełni odnajdzie jedność z Bogiem. Gdy ją odnajdzie, wtedy jaźń podświadoma, czyli kobieta wewnętrzna nie mogąc żyć bez mężczyzny (nadświadomości) porzuca wszystko to, co było jej. A tak naprawdę miała tylko wtedy coś, kiedy wykorzystywała nieświadomą nadświadomość czyli aspekt wewnętrznego mężczyzny i jego siłę dla własnych celów.

Stwórca stworzył świat i istoty ludzkie z ich wnętrzem bardzo prosto. Człowiek posiada trzy stany świadomości: podświadomość, nadświadomość i świadomość. Jednak ludzki umysł lubi bardzo wszystko komplikować i postrzegać jako skomplikowane meandry, czuje się wtedy potrzebny i jeśli coś jest bardzo proste umysł to odrzuca, bo nie ma tam niczego, co dawałoby mu pożywkę. Umysł nie lubi świata stworzonego w prostocie, gdzie są tylko trzy stany istnienia. Umysł chciałby ich sto, dwieście, tysiąc, wtedy miałby się nad czym zastanawiać i wtedy wiedziałby, że to coś jest warte, a on jest potrzebny.

Nieraz zdarza się, że osoba pracująca wewnętrznie i uwalniająca pewne blokady i emocje karmiczne w swoim wnętrzu, nie chce przyjąć w sposób prosty do siebie problemów które ma, woli aby ten problem był problemem króla sprzed trzystu lat, cesarza lub Napoleona. Z tak ubarwioną i odległą historią może sobie poradzić, w inny sposób starałby się oddalić od siebie problem, jest to wtedy rodzaj ucieczki od samego siebie, od swoich obciążeń. Często pojawiają się w naszym umyśle setki inkarnacji które oddalają problem, i następuje widzenie tego problemu z daleka, tak jakby on nie był nasz. Nie chcemy u siebie widzieć tego problemu, wolimy go widzieć gdzieś daleko.

Drugim podobnym aspektem, jest uciekanie osób w nadmiar wiedzy, ponieważ prostota ich przygniata, jest za bardzo prawdziwa, za bardzo bezpośrednia, wolą sobie wymyślać różne rzeczy i one są dla nich prostsze do zaakceptowania. Często ich problemy przychodzą do nich jako cudze problemy, i czują się z nimi lepiej, bo nie czują się tak obciążeni, chociaż to jest ich problem, tylko inaczej nazwany i czują się wtedy lepiej i mogą go łatwiej przetrawić.

Mówimy, że właśnie podczas uzdrawiania głównym aspektem istnienia, nie jest ciało, ale duch przejawiony, czyli Dusza, której mocą istnienia jest Duch Święty. A wiemy że Duch Święty jest mocą działania Ojca. Sytuacja tu, jest więc bardzo prosta, mężczyzna jest świadomością, kobieta jest mocą, bez kobiety on istnieć nie może, ponieważ on jest słowem, a ona jest czynem. Z tego powodu nie może mężczyzna, nic zrobić sam bez kobiety. Czyli nadświadomość nie może nic zrobić bez podświadomości.

Kiedy mówimy karma lub grzech to wiemy jakie to ma działanie. Karma jest to coś odległego, słyszymy coś, ale to zaraz wylatuje nam z umysłu, lecz kiedy słyszymy grzech wiemy że to dociera do nas gdzieś głęboko i penetruje nas do głębi i wiemy czym to jest. Wiemy, że to jest coś co od wieków istnieje w pokoleniach. Grzech jest to błąd w postępowaniu, ale mówimy często: "Błąd w postępowaniu? Przecież robię wszystko jak najlepiej i jaki tu jest błąd w postępowaniu?" Właśnie błędem w postępowaniu jest to, że postępuje się dobrze w błędnym prawie. Gdy ktoś żyje w błędnym prawie i dobrze postępuje wg tego prawa, to z punktu widzenia prawa duchowego źle robi, mimo że względem tamtego prawa dobrze czyni. Dlatego głównym aspektem jest odnalezienie właściwego prawa i życie zgodnie z nim, wtedy nie ma obciążeń złych wyborów, ponieważ dobre działanie daje dobre skutki, a dobre działanie w złym prawie daje złe skutki, pomimo że żyje się zgodnie z prawem to prawo nie jest zgodne z Bogiem. Życie zgodnie z prawami przodków nie zawsze jest zgodne z prawami Boga. Wielu ludzi dziwi się, dlaczego ma problemy. Ma problemy, bo żyją zgodnie z prawem, ale nie boskim, tylko z tym które jest dla nich bardziej wygodne.

Wracając do zrozumienia, że kobieta jest mocą. Mężczyzna jest słowem, a kobieta jest mocą, i co wtedy się dzieje? Kiedy mężczyzna mówi, to kobieta jest mocą czynienia. Mężczyzna bez mocy kobiety nie jest wstanie wznieść się ku Stwórcy, dlatego jedność tych dwóch jest bardzo ważna. Dlatego można zrozumieć czemu jest powiedziane, że kobieta wyniesie mężczyznę ku Stwórcy i tak rzeczywiście jest, ponieważ jest ona mocą działania i jest tym w nas, co jest mocą istnienia, dlatego bez niej, nic nie jest w stanie się dziać. Dlatego w czasie uzdrawiania duchowego, nie może nie być tego połączenia i jeśli cokolwiek się dzieje bez duchowej świadomości, to dzieje się tylko w iluzji. Inaczej po prostu nie może się dziać, a jeśli się dzieje, to tylko w iluzji. Jezus w Ewangelii mówi, że jeśli uważają że czyni ze złego, to niech sami z siebie czynią.

Jeżeli dzieje się coś z własnej woli, bez równowagi w boskiej świadomości, to spotyka się bardzo często, że u bardzo wielu osób, które w jakiś sposób przekazują energię lub proszą o uzdrowienie lub w jakiś inny sposób uzdrawiają, ale bez jedności że Stwórcą, to działają tylko ze zmysłów. I zniewalają swojego ducha. Dlatego patrząc na tę osobę widzi się, że światłość się nie pojawia, a wszystko jest w iluzji, i nie jest ona mocą z Ducha, mocą Stwórcy, tylko mocą, tego który nie żyje w Duchu i ukazywana tym, którzy nie żyją prawdziwą siłą życia, ale wiążą ich i swoją wolę w niewłaściwych myślach i emocjach. Można to też inaczej określić, że podświadomość zniewala nadświadomość, czerpie z niej siłę dla siebie i innych ogranicza, aby żyli zgodnie z tym co ona oferuje, a nie z boskimi prawami.

Często związki partnerskie działają w podobnym schemacie. Może to scharakteryzować fragment z Ewangelii : "Są trzebieńcy wytrzebieni przez matkę, są trzebieńcy wytrzebieni przez ludzi i są trzebieńcy wytrzebieni dla Boga, przez samych siebie." Co to oznacza? Trzebieńcy, są to ci którzy, zostali pozbawieni siły, własnej woli, własnego działania, zostali pozbawieni przez przodków, przez ich wpływy. Jezus mówi w ten sposób o dzieciach: "Pozwólcie im przyjść do mnie.", tzn. nie narzucajcie im własnej drogi, nie wytrzebiajcie ich, bo właśnie w ten sposób często ludzie są wytrzebiani, osłabiani przez ojca i matkę.

Niekiedy pojawiają się związki tego rodzaju, że osoba poszukuje u partnera tego co zostało u niej wytrzebione przez przodków, poszukuje poczucia bezpieczeństwa, poczucia równowagi, miłości ojca lub matki. Poszukuje związków takich, które są bardzo podobne do związków ojca i matki, poszukują takich związków, które im uzupełnią ten aspekt. Nie szukają tak naprawdę związków, w aspekcie duchowym, który by zrównoważył to wszystko, chociaż występuje tu możliwość, że kiedyś to nastąpi. W takim związku występuje też, nieraz zniewalanie drugiej osoby i nie występuje to z powodów czysto duchowych, dla jedności hemafrodycznej, dla poszukiwania jedności w Bogu, ale dla uzupełnienia sobie tego braku, osłabienia, złamania, czyli wytrzebienia. Ale nie można w taki sposób wypełnić pustki, czy usunąć swoje problemy. W Ewangelii jest napisane: "Kto znienawidzi ojca i matkę, ten odnajdzie Boga w Niebie.", a nie jest napisane: "Kto zniewoli partnera, będzie się czuł dobrze." Związki takie powstają dlatego, ponieważ ten, który został wytrzebiony, pozbawiony w jakiś sposób siły i woli, nie poszukuje siły w Bogu, a przecież Bóg by mu dał to wszystko, co mu brakuje. I gdyby rzeczywiście uzyskał to od Boga, to wtedy poszukiwałby partnera, który z Ducha da mu jedność i razem w jedności staliby się Istotą Hemafrodyczną. Przy czym aspekt ten, o którym rozmawiamy jest aspektem czysto wewnętrznym, który musi się pojawić, tzn. kobieta i mężczyzna musza dojść do równowagi wewnątrz, połączyć się wewnątrz, ponieważ dopiero to połączenie wewnątrz daje w pełni równowagę i tylko wtedy stanowi, punkt wyjściowy do pełnego zjednoczenia z Bogiem.

W innym przypadku jest to taka sytuacja, że świadomość duchowa jest tym, co się posiada, a nie zyskuje się zamiast tego co się wcześniej posiadało. I w tym jest duży problem, bo osoby często chcą zwiększyć swój fakultet, wiedzę i Boga traktują jak coś co się posiada jak następny fakultet. To co zdobyli, traktują jak posiadanie kolejnej umiejętności. Ale to nie może być traktowane jak posiadanie kolejnej możliwości, to jest zamiast. W Ewangelii jest napisane "Kto jest bliżej świata, jest dalej od Boga.", "Bogatemu trudniej jest wejść do królestwa Bożego.", "Kto znalazł ciało, tego świat nie jest wart." i "Kto ma siłę, niech zaprzecza.". Jest jeszcze wiele podobnych wersetów, które jeśliby się rozumiało je fizycznie, to trzeba by było zniszczyć pół świata. Ale chodzi w nich o aspekt duchowy. "Kto znalazł ciało duchowe tego świat nie jest wart.", "Kto jest bliżej świata, jest dalej od Boga." i "Bogatemu trudno jest wejść do Królestwa Bożego.", tu chodzi o aspekt woli, ponieważ wola jest to świadomość życia człowieka i wyboru, jest to osobowość - Dusza.

Zwierzęta nie mają osobowości, więc nie dokonują wyborów. Wybór dokonywany jest przez instynkt. Instynktownie, np. uciekają od pożaru, jest to działanie bez udziału świadomości, bez intelektu. Człowiek ma intelekt, więc pojawia się osobowość, ma wybór z osobowości - duszy i to jest wola.

Wola jest to działanie już nie z instynktu, chociaż instynkt tam jeszcze cały czas istnieje, jako aspekt zwierzęcy, ale zaczyna się już pojawiać nowa istota, która jest już niezależna od ciała. Ciało nie determinuje jej życia, ale ciało jest jej miejscem przebywania, i ona dalej żyje nawet lepiej niż wtedy kiedy nie była świadomą. Chociaż wydarzenia związane z cielesnością determinują i wpływają na wybory, ale głównym aspektem jest, aby te wybory były dobrze dokonywane, jest życie tylko w świadomości duchowej, tzn. życie w teraźniejszości.

Natomiast gdy przeszłość nie zostaje załatwiona, to ona istnieje, a gdyby została załatwiona, to już by jej nie było i istniałaby tylko jako teraźniejszość, jako istnienie teraz, ona istniałaby, ale nie miałaby ograniczeń i obciążeń, byłaby poznaniem - Prawdą. Ludzie żyją często w taki sposób, że przeszłość przynosi tylko to co ogranicza, a życie w teraźniejszości jest pokonywaniem przeszkód które pochodzą z przeszłości, ponieważ jak naprawiamy przeszłość tak tworzymy przyszłość, a wszystko w teraźniejszości.

Polega to na tym, że jeśli jest smutek to należy poszukiwać nadziei, kiedy jest agresja poszukiwać łagodności, gdy jest pustka szukać wypełnienia, gdy jest beznadzieja szukać siły w miłości. W ten sposób pracuje się z obciążeniami karmicznymi, ponieważ teraźniejszość to jest życie w Bogu, bo naprawiamy przeszłość, przez sprzeciwianie się jej, tzn. zaprzeczaniu jej przez życie w teraźniejszości. W Ewangelii jest to przedstawione w ten sposób, żeby zaprzeczyć temu miejscu, trzeba iść w inne miejsce, jeśli idzie się w inne miejsce to się przeczy temu w którym się było. I jeśli nie chcesz żyć w depresji i beznadziei to żyj w radości i miłości, jeśli nie masz jej w sobie, to Stwórca cię nią napełni, bo on ją ma, tylko zechciej, żeby tak się stało.

Jest to bardzo proste, bo jeśli nie jesteś tu, jesteś tam, a jeśli nie jesteś tam, jesteś tu. Jezus mówi w ten sposób: "Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie." Równowaga życia, pojawia się jedynie wtedy, kiedy człowiek ma głębokie podstawy w Bogu, wszystko co dostrzega dookoła, zrozumie że jest dobre, mimo że nie rozumie. Jezus mówi w Ewangelii: "Wierzcie we mnie, bo dla was to jest korzystne" Nie mówi dlaczego to jest korzystne, ponieważ tej korzyści by i tak nie zrozumieli, bo ta korzyść wychodzi poza zrozumienie ich cielesności, i jest korzyścią dla nich tak wielką że nawet nie rozumieją jaką, ponieważ rozum nie jest w stanie tego pojąć, a jedynie tylko ta Istota, która powstanie w nich i ich uratuje. Ona może jednak tylko wtedy powstać, kiedy oni zechcą i to dopiero wtedy, kiedy będą chcieli żyć w Bogu i powstanie ona, kiedy oni nawet nie będą wiedzieli, że powstaje. I to ona zrozumie boskie słowa. Można to określić w ten sposób. W księdze Genesis jest napisane: "I Bóg stworzył świat, spojrzał i powiedział że jest DOBRY." Wiemy że Bóg jest nieomylny, stworzył wszystko i jest wszystkim i wszystko jest dobre, więc życie w Bogu jest niesprzeciwianiem się temu, bo wszystko jest dobre. Człowiek więc żyje w nim, i nie sprzeciwia się, bo wie że wszystko jest dobre, więc wie że nie ma rzeczy niedobrych, że wszystkie rzeczy czemuś służą. Służą celom ewolucji duchowej, a nie tylko ewolucji fizycznej , bo ewolucja fizyczna jest to tylko 2-5 % całego istnienia.

Człowiek, kiedy opuszcza fizyczność, opuszcza ją, dlatego że z jednej strony jest gotowy, a z drugiej strony, że taki jest cel, ponieważ ewolucja ma dla niego współistnienie bez formy, taką, którą zna jako cielesność, ale w formie duchowej, która zawiera w sobie osobowość i pełną świadomość istnienia. Wie też, że tam w dalszym ciągu istnieje wybór, ale wybór istnieje wtedy, kiedy wyjdzie poza aspekt inkarnacyjny, tzw. aspekt karmy, czyli kiedy uwolni się od potrzeby zaistnienia na planie fizycznym, miejscu życia i bycia ciała, ale będzie miejscem życia i bycia w stanie, który jest bezcielesnym, ale świadomym.

Często się spotyka w różnych opisach ezoterycznych, że człowiek, aby stać się w Bogu świadomym, i aby odszukać zrozumienie w Duchu, musi stać się Punktem. Ale zrozumienie punktu z poziomu duchowego jest całkowicie inne, niż zrozumienie z poziomu fizycznego, bo zrozumienie punktu z poziomu duchowego oznacza bycie wszystkim. Bycie punktem, to jest jeszcze za mało bycie w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, bo on zawiera już w sobie to wszystko. Jest to sytuacja, kiedy istota jako osobowość bez formy w boskim istnieniu istnieje w każdej rzeczy i nie ma takiej rzeczy, w której by ona nie istniała, wiec poznaje każdą rzecz i wie o niej wszystko, mówi o niej, kiedy chce i wie o niej, kiedy chce, jest wszystkimi rzeczami. Jest wszystkim i gdy rozgląda się w prawo i lewo, patrzy w górę i w dół do przodu i do tyłu widzi, że jest punktem, ale on nie jest punktem, jest wszystkim. Dlatego, miejsce, w którym jest, jest dla niego punktem zawierającym wszystko. To nie jest punkt, w sensie punktu, tylko tak jak kropla deszczu, wpadająca do oceanu, zanim do niego wpadnie, postrzega ogrom oceanu i nie potrafi dostrzec żadnego brzegu, ale gdy wpada do oceanu, staje się oceanem, a gdy staje się oceanem spogląda w prawo i w lewo, we wszystkie strony i czuje się punktem, bo wszędzie ogranicza ją brzeg, mówi, jaka jestem mała, jestem punktem, ponieważ, widzę każdy brzeg w zasięgu moich małych" rąk. W zasięgu tej istoty, która jest wszystkim, każda rzecz jest w jej zasięgu, ale w pojęciu tego, który go obserwuje jest bezgranicznym istnieniem. Tak można przedstawić rozumienie punktu z poziomu duchowego.

Świadomość jest wszędzie i jest nieograniczona, ale z punktu świadomości miejsce, w którym, jest, jest punktem. Ale miejsce, które, jest określane przez tego, który nie ma tej świadomości, jest bezgranicznym obszarem i bezgraniczną przestrzenią. On postrzega się jako punkt, ponieważ wszystkie miejsca przez tą istotę postrzegane są zawarte w niej.

Nieraz możemy mieć odczucia podobne do opisanych, kiedy nie mamy odczucia własnego ciała, jest to stan, kiedy świadomość istnieje w duchu, przejawia się w duchu, on się przejawia wtedy, kiedy człowiek jest zamyślony, bo kiedy człowiek się zamyśla, to umysł się wyłącza, a duch i Dusza odchodzi od tego męczącego ciała, które bez przerwy o czymś myśli, bez przerwy się czegoś boi i bez przerwy jest czymś ograniczone, ponieważ jego myśli są związane z tym co przodkowie mu narzucili, a przodkowie mu narzucili, że życie jest krótkie, okrutne, kończy się śmiercią, a śmierć jest pustką i nic nie ma.

Teraz chcę nawiązać do aspektu śmierci. Człowiek nie sięga do tych aspektów w sposób świadomy, ale w momencie, kiedy występują w jego życiu, zaczynają docierać do niego, przeszłość, która nie jest w nim świadoma, a która ogranicza jego świadomość i wolę, mimo, że on tak wcale nie myśli i wcale tego nie wie i nie chce, a jest częścią przodków, wiec przodkowie zniewalają go tym, czego się sami bali i co ICH ograniczało.

Często, te lęki są dla człowieka zaskoczeniem, ponieważ wcale się ich nie spodziewa, bo sięgają najgłębszych meandrów jego istnienia. Mówiłem wcześniej o złocie, jest ono w najwyższym zrozumieniu, symbolem alchemii przemiany i duchowego istnienia, ale z drugiego końca jest symbolem największych pragnień, ma w sobie największe żądze i ograniczeń i upadku. W momencie, kiedy ktoś sięga najwyższego aspektu alchemicznego złota, także sięga najgłębszych meandrów zapisanych w złocie, tj. upadku, żądzy, zniewolenia i despotyzmu. Stworzył tę sytuację człowiek i im głębiej sięga duchowych spraw, tym głębiej sięga aspektów przodków, które wpływają na niego, a on powinien żyć tak, aby wyzwolić się z wpływów przodków. I dlatego zachodzi taka sytuacja w uzdrawianiu duchowym, że im głębiej sięgamy duchowych mocy, duchowej świadomości i duchowego zrozumienia, poszukiwania duchowego i jednoczenia się z Bogiem, tym bardziej spotykamy się z tym, co od przodków płynie, co od nich pochodzi. Jeśli jesteśmy zawieszeni nad jeziorem, a jezioro jest lustrem to im bardziej się wznosimy, tym bardziej oddala się ziemia i cień, w sensie odbicia, czasami dzieje się taka sytuacja, że odbicie samo sobie wędruje, ale ono samo nie wędruje jako rzeczywiste, tylko jako wyobrażenie o życiu, ponieważ odbicie dalej się nie odsunie, jak ten, który się odbija.

Te meandry, które pojawiają się w naszej głębi, mogą sięgać nawet aspektów planetarnych, ponieważ zaczynamy sięgać bardzo głębokich zapisów w podświadomości, tak bardzo głębokich, że nie są świadome dla teraźniejszego istnienia, możemy odczuwać wtedy zamieszanie i chaos w umyśle, ponieważ im głębiej poszukujemy boskiej równowagi duchowej i oddzielenia się od ziemskich spraw, im silniej jednoczymy się z boską naturą, tym głębiej w aspekcie sił odbicia, docieramy do aspektów nieświadomych tzw. odbić, do praw przodków gdzieś w genezie, tam gdzie powstały ich lęki i niepokoje.

Czytamy w rocznikach statystycznych, czy słuchamy w telewizji , okazuje się że w Polsce żyje 98 % chrześcijan, którzy mówią że są praktykującymi, ale okazuje się że 50 % z nich , albo 60%, a może nawet 90 % z nich jest praktykującymi buddystami tybetańskimi, ale tak jest, obserwując ich zachowanie i stan ich świadomości to przypomina on raczej buddystów.. Bowiem buddyzm tybetański, przecież opiera się na tym, że oswaja się lęk, który będzie chronił przed większym lękiem, ale przecież w chrześcijaństwie, nie chroni nas lęk przed jeszcze większym lękiem, tylko wiara. A ile osób zamartwia się, a jednocześnie mówi - wierzę - i powtarza, a kiedy się tak martwię, to czuję się lepiej. Głównym więc aspektem tego tematu, jest zrozumienie, czym jest wiara i czym jest lęk.

Lęk jest wszystkim tym, co ogranicza człowieka z przeszłości, jest prawami pokoleniowymi, które rządzą się lękami, jako druga natura przetrwania człowieka, jako natura zwierzęca, ponieważ jeśli się bał, to wtedy działał, a wiara jest zaprzeczeniem istnienia zwierzęcego.

To właśnie wiara odzwierciedla to, że człowiek zaczyna przejawiać się na wyższym poziome ewolucji duchowej. Im bardziej wierzysz tym mniej lęku jest w tobie. Np. naukowcy piszą, że nauka może wiele zmienić poprzez geny, ale nie mogą albo nie potrafią zmienić natury agresywnej w łagodną, nie wiedzą, na jakiej zasadzie się to dzieje, a jest to wszystko związane z obudzeniem się duchowej Istoty w człowieku i życiem w nim, bycie NIM.

Życie duchowej istoty zależy tylko od woli człowieka, z woli świadomego wyboru i świadomego istnienia, pokładania życia w tym, który, Jest Życiem. W Ewangelii jest napisane "Żywy z żywego nie zazna śmierci i żyć będzie". Często następuje wewnętrzna przemiana u ludzi np. z osoby agresywnej w łagodną, po odnalezieniu jakiegoś aspektu z dzieciństwa, a przecież często, te wszystkie emocje są tłumione w nas przez rodziców. Określenie| trzebieniec| oznacza osobę wytrzebioną, czyli, osłabioną przez rodziców, ponieważ łatwiej jest rodzicowi, który jest silny i mocny, stłumić to, co duchowe w dziecku, niż samemu przyjąć i zmienić siebie na aspekt duchowy, które ono ze sobą przynosi. Występuje wtedy działanie agresji i siły, a nie rozumu i logiki, ale przemocy.

Stłumić to, co zmusza nas do zmiany i przemiany. Zmusza do przyjęcia prawd, które tworzyli i przestrzegali nasz dziad i pradziad. Wszystkie dzieci, które pojawiają się na Ziemi w naszych rodzinach, przyszły, aby pomóc w przemianie duchowej swoim rodzicom, ale rodzice wytrzebiają je, łamią je ile się da, mówiąc: "Ono nic jeszcze nie wie, ja wiem lepiej i wybije mu to wszystko z głowy", ale dzieci często pokazują nam to, co w nas chore.

Rodzice zachowują się tak, ponieważ nie żyją w równowadze i boskiej świadomości, ponieważ życie w boskiej świadomości pokazuje nam, czym jest naprawdę prawdziwe Życie. Jezus mówi w Ewangelii: "Jesteście jak dzieci na cudzym polu, cóż poczniecie jak przyjdzie właściciel pola, z czym zostaniecie?"

Mówi, że żyjecie tym, co przeczytaliście i tym, co ktoś wam powiedział na ten temat, ale kiedy odejdziecie z tego świata, to nie zabierzecie ze sobą tego, co ktoś wam nałożył do głowy, tylko to, co w sercu macie, dlatego żyjcie w prostocie i wierzcie, bo to, w co wierzycie na koniec zostanie z wami. I tylko ten, jest w stanie zrozumieć ten świat, który jest niewidzialny dla oka, zresztą w Ewangelii Jezus mówi: "Nie ciało i krew objawiło wam tę prawdę, tylko Ojciec w niebie", dlatego jeśli ktoś poszukuje duchowej mocy, duchowego zrozumienia i duchowej siły, oraz jedności, to nie dostrzeże jej przez rozum, ani przez ciało, ani przez krew, tylko dostrzeże go przez ducha, który jest, dla ciała nieistniejący, ale wszakże istniejący tak głęboko, że bez niego ciało istnieć nie może, ponieważ ciało bez niego stanie się trupem.Ew.św.Jana,4,23-24 "prawdziwi wyznawcy Boga wyznają w duchu i prawdzie, bo Bóg jest duchem i duchem należy go poszukiwać" W ciele musi pojawić się życie, aby ono dalej istniało, w zasadzie ono istnieje, ale tylko świadomość, i jeśli świadomość jest w duchu, to znaczy przejawi się w istnieniu duchowym.

Teraz widać, że na tym poziomie świadomości, na którym większość istnieje jest niesamowicie ciasno, i głucho, każdy chce zatrzymać to, co ma i jest ciężko, ale już zaczyna się powoli otwierać. Każdy z Państwa, tak jakby mówił: "Przecież wszystko mam, a teraz okazuje się, że nic nie mam, to jak właściwie, mam czy nie mam. W Ewangelii jest napisane: "Ten, któremu wydaje mu się, że ma, to będzie mu zabrane". Teraz zajmiemy się sprawami równowagi, bo to Państwo chcą głębiej zrozumieć. Teraz wyjaśnię jak należy poszukiwać Stwórcy w życiu i jak się on przejawia w sensie równowagi wewnętrznej. Często są sytuacje takie, że ludzie, którzy wchodzą na ścieżkę wewnętrzna, na drogę duchową i drogę poznania, Boga utożsamiają z mocą, mówią, że czują coraz większą moc, działanie tam i tu mocy, bardzo szukają mocy, bo sadzą, że Bóg przejawia się mocą, która ma płynąć przez nich, bo tak naprawdę Bóg utożsamiany jest przez nich, z mocą i władzą. Ale tam go nie znajda, ponieważ Bóg w życiu człowieka nie przejawia się mocą(władzą). Bóg w życiu człowieka przejawia się totalną łagodnością, prostotą i cierpliwością, pokojem, nadzieją, wiarą, przejawia się tym wszystkim, co łagodne.

W Starym Testamencie jest tak przedstawione "Było wielkie trzęsienie ziemi i Boga tam nie było, przyszła wielka wichura i Boga tam nie było, przyszło wreszcie gradobicie i Boga tam nie było, nagle przyszedł lekki i spokojny łagodny zefirek, ledwo wyczuwalny i tam był Bóg.

Chodzi o to, że ta istota, która poznaje Boga, ona nie odczuwa mocy jego, ale jego łagodność i chwałę w sobie, jest to totalna radość, łagodność i jasność, nie jest mocą w tej istocie, tylko przejawia się wielką radością, miłością i jednością, bliskością, spokojem i zaufaniem i tak głęboką wiarą, że wie w pełni, że jeśli poprosi to tak się stanie, a ciekawą rzeczą jest to, że ci, którzy patrzą na tego, przez którego się Ojciec przejawia, i Ojca chwali, w nim Ojca nie widzą, tylko moc jego w tym człowieku i dlatego mówią, że to jest jego moc, ponieważ oni ją widzą jedynie w tym człowieku, bo cokolwiek powie, to się dzieje, to się staje, i dlatego kojarzą Boga z mocą człowieka, ale ten który o to prosi nie czuje tej mocy, ale czuje wielka radość, chwałę Ojca w sobie, łaskę, wiarę miłość, pokój i nadzieję i czuje, że łaska Ojca się w nim rozszerza i nie czuje tam żadnej mocy. On nie czuje tej mocy, on czuje jedynie potężną jedność, współistnienie tak głębokie, że porostu wie, że kiedy poprosi to stanie się bez najmniejszego zwątpienia.

A oto geneza słowa wiara: Ja wierze, to znaczy: wie, że. Wie, że,- jak powie tak będzie. Wie, że wierzy, że jak powie, to będzie, bez najmniejszego zwątpienia, ale ten aspekt jest tylko wtedy potężny i mocny, kiedy ego przestaje istnieć, ego fizyczne zwane fałszywym duchem. Ego fizyczne tylko wtedy przestaje istnieć, kiedy nie ma już siły dawanej z jaźni fizycznej, a dzieje się to wtedy, kiedy jaźń fizyczna ziemska nie będzie żyła w prawach ziemskich, a boskich, czyli wiarą.

Ego zwane fałszywym duchem, jest przeciwieństwem Wyższej jaźni duchowej i istnieje tylko wtedy, kiedy czerpie sile i energie z przekonań i wzorców poprzednich pokoleń, czyli tego, czym żyli dziad i pradziad.

Ego określane jest jako racjonalny umysł i tworzy go wszystko to, co płynie z podświadomości, z pokoleń, ponieważ powstaje ono z pokoleń. Widać to na przykładzie naukowca. Czy naukowiec, który zaprzecza w każdym działaniu Bogu, bo taka jest prawda, że tak robi, zaprzecza istnieniu Boga, jeśliby doznał głębokiego poznania i poznał wszystko, czy nadal byłby naukowcem? Czy nadal by poszukiwał, swoim poszukiwaniem nadal zaprzeczając Bogu? Na pewno przestałby w jednej chwili, swym działaniem zaprzeczać Bogu.

Filozof, powiedział: "wiem, że nic nie wiem" i jest to jego początkiem zrozumienia, a w Ewangelii te same słowa są odzwierciedlone tak: "Błogosławieni ubodzy w duchu". Dlaczego tak różnie brzmią, a to samo oznaczają? Ponieważ ubogi błogosławiony w duchu, to ten, który zrozumiał, że nic nie ma, a ten, który nic nie ma, jest ubogi i to właśnie w duchu nic nie ma i rozumie, że nic z siebie nie ma, tylko wszystko Ojciec daje, wie, że jest pusty i ubogi i nie boi się otworzyć, bo wie, że nic nie straci, bo nic nie ma. Trzeba dotrzeć do tego momentu, aby przełamać swój lęk przed utrata tego, co się wydaje, że się ma. Strata, oparcia w przekonaniach przodków.

Kiedy jesteśmy umocnieni w tym, co Bóg daje, otrzymujemy pomoc w rozłamywaniu tego co przodkowie nam dali i oparci w Bogu, to nie jest to przyczyna naszego upadku, jest to przyczyna naszego wzmocnienia. Jeśli, natomiast, odrzucimy coś z przekonań przodków, a nie jesteśmy oparci w Bogu, to staje się to przyczyna naszego upadku, i wtedy pojawia się strata, a nie zysk.

Można odczuć, że jednak lepiej by brzmiało", że jesteśmy bogaci duchowo, że coś mamy a nie, że jesteśmy ubodzy, jednak tak naprawdę bogaty duchowo jest ten, który wie, że nic nie ma. Jest to łatwo wytłumaczyć na przykładzie samarytanki. Jezus przyszedł do studni i mówi - daj mi napić się wody,- a ona, że zdziwieniem pyta go - czy ty chcesz ode mnie wody? Pyta się, dlatego, ponieważ była waśń miedzy samarytanami, a Żydami i gdy Żyd prosił samarytankę o wodę, była bardzo zdziwiona. Jezus powiedział jej wiele z jej życia i wtedy zaczyna Wierzyć w Boga. Mówi jej "Poszukuj Boga w duchu, bo Bóg jest duchem i w duchu należy go poszukiwać"

Wszyscy znamy bardzo prosta modlitwę daj nam chleba naszego powszedniego.." Modlitwa do Boga nie jest z ciała, tylko z ducha, bo tylko duchem można poszukiwać Ojca, wiec duch nie prosi mówiąc: daj mi chleba", nie mówi daj mi to, co dla mojego ciała, tylko daj mi to, co jest dla mojego ducha. Daj mi chleba powszedniego, oznacza wiec,- napełnij mnie Duchem Świętym, ponieważ Duch Św., jest życiem ducha, a nie ciała, bo to duch daje życie ciału, a nie ciało daje życie duchowi wiec słowa: daj mi chleba powszedniego, oznacza napełnij mnie duchem Świętym, aby duch miał życie, aby poznać tego, który daje życie.

Wiele osób nie wie, co jest duchem, - podświadomość, świadomość czy nadświadomość. Duchem jest cała istota. Duchem jest wszystko razem, ponieważ duch, nie jest tym, albo tym, albo tym, tylko tym wszystkim razem, jest to jedność. I to jest tak, jakby ktoś zapytał - Co jest domem? Ta ściana, czy ta ściana, a może sufit, a domem są wszystkie ściany, podłoga i sufit. Tak jest tez z Duchem, jest on tym wszystkim świadomością, podświadomością i nadświadomością.

Często w starych przekazach przodków wierzono i wykorzystywano, nadświadomość przez podświadomość. Ale w głównym aspekcie działania w rozwoju duchowym działa świadomość, nadświadomość i podświadomość.

Wyraźnie mówi o tym werset Ewangeliczny: Salome mówi do Jezusa: Czyjżeś człowiecze i skąd przychodzisz? Wszedłeś na moje loże i zjadłeś z mego stołu", a Jezus odpowiada: Powstałem z równego sobie, dostałem to, co pochodzi od mojego Ojca. Wtedy Salome mówi - Jestem służebnicą Twoja". Mówi to o tym aspekcie, że najpierw przejawia się czystość i jasność.

W tym momencie, mówiliśmy o fałszywym duchu jako o ego i wówczas ego przestaje istnieć, ponieważ życie powstaje tylko z żywego - Stwórcy. A Ego to fałszywy duch, jest to świadomość odbicia, świadomość cienia. Bierze się ona z tego, że najpierw w człowieku jest świadomość życia, która ma tez świadomość cienia. Cień uważa, że to on daje odbicie, a nie jest tym, który odbija się.

To nasz sposób rozumowania powoduje, że istnieje świadomość odbicia, świadomość cienia, zwana Ego. Powstało ono ze zrozumienia, że jest najważniejsze i nasza świadomość może ulec temu fałszywemu duchowi, świadomości cienia, Ego. Dlatego głównym aspektem jest to, że świadomość musi zrozumieć, że na ziemi nie ma zła. Gdy zrozumie, że nie ma zła, to zacznie się zastanawiać, co jest? Zacznie rozumieć, że wszystko, co istnieje jest dobre, tylko, że jedno zostało ujawnione, a inne nie zostało ujawnione.

Ujawnione dobro jest to to, co postrzega człowiek za zrozumiale, a nieujawnione dobro traktuje jako zło, które do niczego mu nie służy i je odrzuca, ale jeśli człowiek ma w podstawie Boga i zrozumienie, że wszystko jest dobre, to wtedy nie traktuje tego, czego nie rozumie jako czegoś niedobrego, tylko jako coś niezrozumiałe i wtedy wykorzystuje cala moc zrozumienia i doświadczenia, ku temu, by zrozumiał to, co jest niezrozumiale, ponieważ wie, że jest to dobre, tylko on tego nie rozumie, wiec poszukuje zrozumienia i to zrozumienie tam znajduje. Ale to zrozumienie może do niego dotrzeć tylko przez Ducha Świętego, w duszy, bo tylko poprzez duszę żyjąca, przejawia się Duch Święty - Stwórca.

Tylko tam może zrozumieć prawdę, która jest ukryta w tym, co niezrozumiale i w tym momencie, kiedy zaczyna chcieć zrozumieć i poszukuje tego zrozumienia, jego świadomość tam się rodzi, tam powstaje jego zysk, a tam gdzie jego zysk, jest jego świadomość i jego serce. Tam powstaje jego życie, i to powstałe życie jest tą Istotą żyjącą, powstającą w tym, co go uratuje. Jest powiedziane w Ewangelii, że jeśli powstanie w człowieku to, co ma powstać to go uratuje, ale jeśli nie powstanie, to będzie to przyczyna jego śmierci ".

A jeśli TO powstanie, to będzie żył. Chodzi o to, że jeśli będzie poszukiwał na świecie dobra, to zacznie się jego świadomość przejawiać w Duszy ( a nie w ego) napełnionej Duchem Świętym i zacznie przejawiać się w jego istocie zrozumienie, zacznie żyć w Duchu i zacznie głębiej rozumieć dobro, to dobro, którego wcześniej nie rozumiał i stanie się ono przyczyna zrozumienia tego, czego by wcześniej nie mógł zrozumieć, tak wiec są to stopnie.

Dziecko w pierwszej klasie nie jest w stanie zrozumieć tego, czego uczy się dziecko w ósmej klasie, ale kiedy jest już w siódmej, jest w stanie pojąć to, co będzie w ósmej. Dlatego w rozwoju, potrzebne są stopnie, nie można chcieć zrozumieć tego, co jest poza granicami, ponieważ może stać się to powodem upadku.

Bardzo często przejawia się to w tzw. poszukiwaniach reinkarnacji i regresjach. Staje się tak, ponieważ ludzie poszukują tego, kim byli, a tak naprawdę nie byli. To ich dusza była, a nie oni, natomiast oni poszukują reinkarnacji z ciała a nie z duszy. Gdy dusza poszukuje, to dusza jest gotowa, ale kiedy poszukuje ten, kto nie jest gotowy i znajdzie to, to może stać się to przyczyną jego upadku, bo nie znajduje tego z przyczyny gotowości, a tylko z ciekawości. Może spowodować to jego upadek, ponieważ nie przejawi się to jako coś, czemu przypatruje się z daleka, a przejawi się przez jego całą osobowość i przez jego wszystkie zmysły, co spowoduje, że to, co przeżyje biedzie odbierał jako stan rzeczywisty, a nie tylko jako jego stan, który obserwuje. Natomiast, gdy będzie umocniony w Bogu i spotka się z tym, wtedy będzie swój stan obserwował jako ktoś stojący z boku, bo jest w stanie umocnienia i nie ulega temu całą swoją osobowością. Nie otrzyma więcej niż może unieść. Często ci, którzy zaglądają tam z ciekawości dostają więcej niż mogą unieść.

Ten, który otrzymuje oparcie w Bogu otrzymuje tyle ile może unieść tzw. " jarzmo, które jest lekkie i słodkie". Ta sytuacja jest bardzo prosta. Mamy przejście progu. Wiele osób "zna" przejście progu. Na początku, kiedy człowiek poznaje drogę, zauważa łatwość radość tego działania, ponieważ jego rozwój jest takim spokojnym i samo dziejącym się a przejście progu jest zakłóceniem tego stanu i jego rozwoju duchowego. Wtedy mówi tak: przerwany został mój rozwój, coś się złego dzieje. Ale nic złego się nie dzieje, zaczął tylko doświadczać to, do czego dąży, ponieważ ludzie często utożsamiają swój rozwój duchowy z byciem w bezruchu, czyli takim właśnie "leżeniem na obłokach". Często ci, którzy rozwijają się duchowo myślą sobie:- już teraz nic nie będę musiał robić, worki pieniędzy będą same spadały i biedzie samo dobro. Rozwój duchowy polega właśnie na doświadczaniu wszystkiego. Wiele osób nie wie, co się właśnie wtedy z nimi dzieje.

Zdarza się tak często, dlatego, że oni rozwój duchowy zrozumieli z punktu widzenia czegoś takiego, co się posiada, a nie zamiast tego, co się posiada i efekt działania jest taki, że rozrywa więzi z tym, co posiadali, i to wstrząsa mocno wielu osobami, bo okazuje się, że nie tylko się nie leży, ale że trzeba dużo robić. "Kto szuka, ten znajdzie, kto puka, temu otworzą".

Różnica w odczuwaniu tych doświadczeń polega a tym, że gdy nie ma w nas pragnienia jedności ze Stwórcą, to ta praca jest rozrywaniem więzi z tym, z czym nie chcemy się rozłączyć, ale gdy żyjemy w Bogu to przejście progu jest dla nas radością, bo jest poznawaniem Ojca i gdy naprawdę poszukujemy głębi poznania, zrozumienia i jedności z Bogiem, to występuje taka sytuacja, że każdy moment leżenia jest dla niego cierpieniem.

Radością jest przejście progu, ponieważ radością jest poznawanie, a pustką jest bezczynność, i w momencie kiedy coraz głębiej człowiek istnieje w Bogu, przejścia progu istnieją codziennie, tzn non stop mamy głębokie doświadczenia i to tak głębokie, że ten, który byłby na nie, nieprzygotowany, a doświadcza tych stanów, traktuje to, jako przeciwność nie do przebycia.

Są to potężne siły, ale ten, który żyje tylko w radości i chwali Ojca za to że wypełnia go miłością i światłem, nie odczuwa tak tych sił. To, co dzieje się w tym czasie z człowiekiem można porównać do kobiety z Ewangelii, która szła z targu z dzbanem mąki do domu. Po drodze ucho się u dzbana urwało i mąka się sypała, ale kiedy doszła do domu i postawiła dzban, zobaczyła, że jest pusty, wcale się tym nie przejęła, nie doznała straty. Jezus mówi, że do niej należy Królestwo Boże. Co to oznacza?

Ten człowiek, który idzie w radości, bo Stwórcy wychodzi z targu, czyli że świata, mąką są przyzwyczajenia, zazdrość i to one się wysypują, ich się pozbywa niezauważenie, ponieważ najważniejszy jest Ojciec. I gdy w domu do dzbana zagląda i patrzy, widzi, że jest pusty, wolny i do tego wszystkiego sam nie wie, kiedy to się stało i jest z tego zadowolony. Natomiast ci wszyscy, którzy chcą to zrobić, walczą z agresja, ale aby z nią walczyć, trzeba w niej być. Prawo duchowe mówi:, jeśli jesteś tam, nie jesteś tu, a oni chcą być tam, a są ciągle tu, i pytają, dlaczego są tu, ale są, ponieważ nie są TAM. Mówię to w taki prosty sposób, ponieważ to w Państwu ma być to TAM, świadomość bycia cały czas tam, a nie tu. Wiara prowadzi TAM.

Gdy w pełni są sprawy tłumaczone i przedstawione, to występuje taka sytuacja, że macie zrozumienie, ale nie swoje, można to porównać do zrozumienia zewnętrznego. Gdy nie macie zrozumienia wewnętrznego, to tak naprawdę nie macie go, opieracie się na czyimś zrozumieniu, i kiedy poszukujecie swego zrozumienia nie możecie go znaleźć, bo go tam nie ma. Chodzi o to, aby to zrozumienie wewnętrzne się pojawiło, ponieważ z tego powodu pojawia się to, co jest siłą istnienia.

Podświadomość to kobieta, nadświadomość to mężczyzna, a świadomość to Duch. Bez ducha nie ma świadomości, ponieważ to Duch daje świadomość i to jest osobowość człowieka, która zaczyna się pojawiać i jest to WOLA. Głównym aspektem istnienia człowieka w Bogu, jest przejawienie się woli i świadomości Boga w Duszy.

Mistrz Ekhart mówi -" Dusza jest stworzona na wzór i podobieństwo Stwórcy, ma przymioty Stwórcy, wiec ona posiada zrozumienie, ale gdy przychodzi na ziemie oddaje wole ciału i ciało w sensie świadomość rządzi jak rozumie, w zależności, do jakich praw się skieruje. Jeśli skieruje się w stronę praw ziemskich rządzi w sposób ziemski, a jeśli się skieruje do praw boskich, rządzi w sposób Boski. To właśnie nią kieruje i jest główną przyczyna, w jaki sposób żyje i jaka jest jej wola, ponieważ to ona ja posiada.

Jeśli pozwalamy człowiekowi iść z wolnej woli, to wybiera on drogę, pójdzie albo ta, albo tą. Jeśli ludzie pytają się, dlaczego Bóg nie naprawi tego świata i nie zrobi tego tak jak powinno być, to wyglądałoby to tak, jakby odebrał mu wolę i ciągnął go za sobą, mówiąc jednocześnie do niego: Idzi człowieku gdzie chcesz!. Ale w tej sytuacji, człowiek, nie ma wolnej woli. Nie może czynić jak chce, bo przecież wolna wola to jest wybór i jak chce tak się dzieje, dokąd chce, tam idzie.

Ale wracamy do tematu kobiety i mężczyzny i uzdrawiania duchowego. Głównym aspektem uzdrawiania duchowego jest prośba. Musi ona wynikać z głębi świadomości, z głębi istoty, i z głębi zrozumienia, że to nie człowiek czyni. W Ewangelii jest napisane: "Nie może Syn sam od siebie nic uczynić, tylko to co widzi, że Ojciec czyni; co bowiem On czyni, to samo i Syn czyni".

To dokładnie przedstawia, że człowiek nic sam z siebie nie jest w stanie zrobić. Prośba, aby była w pełni prawdziwa, musi mieć w sobie pełny aspekt pokory. Prawdziwa prośba wynika z pokory i gdy ona istnieje, to wtedy dopiero, może zaistnieć prośba. Prośba więc, może istnieć tylko wtedy, kiedy jest pokora i zaufanie, wtedy nie ma też lęku.

Proszący prosi, i obojętnie, co otrzyma jest z tego zadowolony. Dopiero w tej sytuacji jest prawdziwa prośba i uwolniona kobieta, czyli podświadomość jest w stanie rozłączyć się z fałszywym ego, które w tym momencie przestaje istnieć. W momencie, kiedy kobieta jest w prawdziwej szczerej prośbie, rozłącza się z fałszywym ego, nie może pozostać w "pustce".

Powiedziane jest w Ewangelii: "Kto nie jest ze mną jest przeciwko mnie", kto więc jest tutaj nie jest tam, a kto jest tam nie jest tutaj, jednym słowem jest zasada przeciwności. Kiedy więc podświadomość - kobieta nie jest połączona z fałszywym ego z prawami fizycznymi, jest połączona z prawami duchowymi, nie może być inaczej, ponieważ tylko takie aspekty istnieją, innych nie ma, bo prawo mówi w ten sposób "znienawidź ojca i matkę a odnajdziesz Boga w niebie".

Oznacza to, że znienawidzenie drogi jest to siłą widzenia celu i im silniej się widzi cel, tym mniej daną osobę interesuje droga. Często, kiedy człowieka zbyt mocno, zaczyna interesować sama droga, znika mu z oczu cel. Człowiek wykonuje te prawa, które są w podświadomości, prawa przodków. Można je przyrównać właśnie do drogi. Drogi przodków są wydeptane, równe i dosyć szerokie, wygodne i łatwo się nimi idzie.

Łatwiej jest chodzić drogami łatwiejszymi, wydeptanymi, mimo, że nie prowadzą do żadnego celu. Chodzi wtedy jedynie o wygodę i przekonanie, że najważniejszym jest to, że jest droga, nie ma znaczenia, dokąd się nią idzie, byle tylko iść, wygodnie iść. A w sensie celu duchowego, czyli Stwórcy, cel, dla osoby idącej drogą jest tak niesamowicie jasny, wie że znój drogi nie jest istotny, nie jest istotne nawet to, że droga nie jest udeptana i nie jest wygodna. Cel jest tak jasny, że znój drogi przestaje istnieć.

W uzdrawianiu, występuje bardzo często taka sytuacja, że osoba jest wyrwana z drogi przodków, szerokiej, wygodnej, i skierowana na drogę prowadzącą do celu. Ukazane jest jej potężne światło i idzie ona dopóki ten cel jest jasny, ale jest on jasny nie z jej siły, tylko z siły danej przez osobę uzdrawiającą będącej w jedności ze Stwórcą. Dopóki więc, ten cel będzie jasny, będzie szła, ale kiedy będzie bladł, a nie poszuka go w sobie, to znowu zawróci na drogę wydeptaną.

Będzie się pytała, dlaczego tak źle się czuje. Czuje się, dlatego źle, ponieważ znowu nie idzie do celu, znowu idzie drogą przodków, drogą wydeptaną, drogą pustki. Do celu idziemy, gdy przejawia się w życiu radość, spokój, miłość i bezpieczeństwo od Ojca płynące. Wtedy wiemy, że idziemy dobrą drogą, bo cel i jasność jest naszą drogą. Wszystkie rzeczy obojętnie jakie, stają się zrozumiałe, wszystkie drogi prowadzą do celu i w pełni dają radość. Nie ma rzeczy nieważnych.

"Umocnieniem" w drodze przodków jest lęk, a umocnieniem w drodze boskiej, duchowej jest wiara. Jak widać i tu i tu jest umocnienie, ale tu "umocnienie" w lęku, a tu w wierze. Zawsze jest tak, że jak jest wiara, nie ma lęku. Wola, jest to ukierunkowanie własnych potrzeb. Jeżeli człowiek swoją jasną wolę dobrze ukierunkuje, swoje potrzeby życia w Bogu, to cała jego wola przejawi się w duszy, i wszelkie jego potrzeby przejawią się w duszy i tam będzie miejsce jego życia i rozumienia.

W momencie, kiedy cała wola będzie Tam, nie będzie tu i nie będzie niczego, co by ograniczało jego istnienie. Kiedy więc kieruje on swoje istnienie ku wierze, pojawia się potężne zaufanie, które mówi w ten sposób: "Nie martw się o to co będziesz miał, ponieważ Wiem o tym co potrzebujesz i będziesz to miał, bo Wiem, że potrzebujesz".

Nawet w tym momencie, kiedy człowiek przestanie się martwić o to, co ma, to jeżeli Stwórca będzie uważał, że jest coś mu potrzebne do życia, to będzie to miał, a nawet więcej. Nie będzie to z przyczyny jego lęku, ale będzie to z potrzeby duchowej, która daje mu równowagę i poczucie bezpieczeństwa oraz komfort, ponieważ to nie on się o to martwi, bo wszystko jest z Duszy i ducha kierowane.

Często, kiedy mówię o tym aspekcie, czuję silny opór ze strony Państwa podświadomości. Jednak w tej chwili, to się już przełamuje, a pomaga w tym też czakram, który się znajduje tutaj. Jest to czakram równowagi ducha i ciała, związany jest z przemianami na Ziemi, a obudził się około 8-10 lat temu. Wiele osób odczuwa go. Niektórzy słyszą ciche brzęczenie. Ma on ok. trzech, czterech razy wyższy poziome wibracji, niż miejsca dookoła, on podnosi niesamowicie świadomość człowieka i jest tutaj całkowicie inne zrozumienie.

Kiedy natomiast mówię o tym, o czym tutaj rozmawiamy w Łodzi, w gabinecie podczas wykładów, to na zrozumienie tego, trzeba mnóstwo czasu i zajęć, bo tak jest trudne dotarcie. Natomiast tu, zrozumienie i dotarcie przychodzi w bardzo szybkim tempie, ponieważ jest ono wspomagane, przez przemiany wewnętrzne, które związane są z czakramem. Ten czakram nie jest czakramem ziemskim, jest czakramem duchowym i tak jakby pływał, jego ruch jest niezauważalny.

Ten ruch występuje przez ok. trzy tygodnie, a nawet więcej w obrębie ok. 10 m, porusza się bardzo powoli jak wahadło i nigdy nie jest w jednym miejscu, tylko jego jądro jest zawsze w jednym miejscu tzn. jest zawsze jeden punkt, który znajduje się w jądrze, ponieważ nigdy z tego jądra nie wychodzi.

Praktyka jest to, także rozumienie tego, co istnieje w duchu, czyli duchowe zrozumienie, które jest głównym aspektem. Był kiedyś mistrz miecza, który nigdy w ręku miecza nie miał. Przebywał w jaskini przez kilkanaście lat i medytował cały czas sztukę walki mieczem Katana. Po pewnym czasie dojrzał do momentu, kiedy był już w stanie walczyć. Zgłosił się na turniej walki mieczem Katana.

Kiedy doszło do konfrontacji, starcie odbyło się niezmiernie szybko i przeciwnik, który walczył wiele razy, był pewien jest że wygrał; Ale sędzia mówi - niestety, tak nie było, ponieważ zanim ty podniosłeś rękę, on zadał ci siedemnaście ciosów. Chodziło oto, że w medytacji przeszedł całą praktykę, chociaż nigdy nie miał w ręku miecza, ale jego ciało zachowywało się tak jakby on to robił zawsze, ponieważ Duch tak prowadził ciało, mimo że to ciało, nigdy nie poruszało się w taki sposób. Było całkowicie pod władzą ducha.

Głównym aspektem jest to, aby wewnątrz nastąpiła tak głęboka jedność i czystość duchowa, aby ciało nie przejawiało władzy, ale było pod władzą i kierowaniem Ducha, bo tylko na Ziemi jest w stanie człowiek, odnaleźć boską prawdę, ponieważ tylko tutaj może się odnaleźć. Taka sytuacja jest, ponieważ tutaj jest moment doświadczenia w materii, a jednocześnie i zapomnienia. Wyzbycia się umysłu, który istniał wcześniej, a wykorzystania tylko siły wiary. Doświadczenia jedności z Duszą i życia bez względu na pamięć.

Pamięć bardzo silnie wpływa na emocje i je ogranicza i wyzwala. Właściwie wyraża się przez nie. Nie należy nic robić ze względu na pamięć tego, co wcześniej się wydarzyło. Także wtedy, spotykając np. ludzi, którzy w jakiś sposób byli z nami związani, aby nic nie czynić ze względu na pamięć, ale czynić przez wzgląd na to, co prosto i z serca wynika. Wtedy następuje odnajdywanie tej najgłębszej równowagi.

Jezus mówi: "Gdy spotkacie podobnego sobie, jesteście z tego zadowoleni. Ale ile zniesiecie, gdy zobaczycie wasze obrazy, które powstały przed wami, które nie ukazują się, ani nie znikają, ile zniesiecie". Nie mogę teraz więcej powiedzieć o tym, ponieważ nie ma jeszcze u Państwa tej gotowości i nie otwiera się to. Chciałbym powiedzieć, ale to się nie chce otworzyć, gdy patrzę na państwa to widzę mgłę. Ta mgła, zaczyna się rozrzedzać, ale jeszcze cały czas jest jak sen.

Tak więc, proponuje dziś wieczorem zastanowić się nad aspektem kobiety i mężczyzny, gdzie kobieta jest mocą i działaniem, a mężczyzna jest słowem, przyczyną działania. Bez kobiety mężczyzna nie jest w stanie się wznieść. Mówiliśmy, że niezrozumienie sytuacji, że to wszystko ma zdarzyć się wewnątrz nas, spowodowało, że to, co napisano w Ewangelii: "Kobieta ma być podległa mężczyźnie" i ma służyć mężczyźnie spowodowało niezrozumienie.

Kobieta jako człowiek ma w sobie aspekt kobiety i mężczyzny i mężczyzna ma w sobie kobietę i mężczyznę i w sobie muszą się odnaleźć. Muszą być w równowadze, niezrozumienie spowodowało, że zostało uzewnętrznione i przeniesione na poziom fizyczny. Spowodowało zakłócenia i uciskanie jednych przez drugich. Do końca nie wiem, czy przez niezrozumienie czy przez chęć władzy nad drugim (innym).
Wygenerowano w sekund: 0.04
1,354,027 unikalne wizyty